"Tysiące lat temu tacy jak Ty czy ja też patrzyli w niebo i też się dziwili. Może nie tak bardzo jak my ponieważ oni – tysiące lat temu - mieli już porysowane niebo gwiazdozbiorami. Każdy kawałek nieba był przynależny do określonej konstelacji, a każde skupisko migoczących punkcików w ich oczach wyglądało jak strzelec, wodnik, skorpion, wóz czy smok.
Dlaczego?
Nigdy się tego nie dowiemy. Tak jak nie dowiemy się dlaczego tysiące lat temu ludzie podstawy swojego istnienia wiązali z niebem i gwiazdami.."
Napisałam te słowa prawie rok temu w Konstelacjach i pytania zawarte w tamtym arcie pozostały bez odpowiedzi. Takie osoby jak ja wierzą, że w takim a nie innym układzie konstelacji jest zawarta historia naszych poprzedników zamieszkujących Ziemię. Dla osób o "chłodnym umyśle" jest to tylko mitologia nie podlegająca większej dyskusji.
Ale mimo wszystko TA mitologia jest podstawą nauczania historii starożytnej.
Niedawno na portalu Universe Today pojawiła sie fotografia Miguela Claro. Zdjęcie zrobiło furorę, może dlatego, że w piękny sposób pokazało Drogę Mleczną widzianą z wybrzeża Portugalii- miliony punkcików świetlnych na niebie, jak rozsypane diamenty.
Ale może zrobiło wrażenie dlatego, że pojawiła się także wersja zdjęcia z nadpisanymi na nim konstelacjami. Tak po prostu, z tych milionów diamencików, poukładano konstelacje tak, jak przekazali nam w spadku starożytni.
Konia z rzędem temu, kto jest w stanie odpowiedzieć dlaczego starożytne ludy wypatrując nieba łączyli te, a nie inne gwiazdy i dopisywali do nich całą historię. Dlaczego nasi poprzednicy, nie będąc tak mądrzy, cywilizowani, nowocześni -tworzyli na niebie świat, którego MY jeszcze nie zrozumieliśmy.
Dopiero teraz widać bardzo dokładnie, że żaden przypadek nie kazał rysować ludziom z maczugami takich gwiazdozbiorów - tak tylko dla fantazji :)
Popatrzcie na oba zdjęcia i pomyślcie: jakie punkty MY łączylibyśmy nie mając żadnej podstawy naukowej do takich "niebiańskich" projektów? Jakie MY byśmy łączyli, gdybyśmy byli zdani tylko i wyłącznie na naszą fantazję?
"Świat, którego nie ma" czyli zdjęcia, które powstały tylko przy wykorzystaniu małych fragmentów natury, które tworzą zupełnie inny obraz rzeczywistości ukrytej w trawie, korze drzewa, w ogryzku czy bardzo oszronionej szybie.
Miasto,którego nie ma. Las, którego nie ma, góry, doliny, wulkany i ruiny, które nigdy nie istniały.
Ale może są jeżeli gdy tylko poruszymy wyobraźnię.
Wyobraź sobie las, albo gaj o zmroku. Wyobraź sobie życie zamknięte w domkach, w oknach których palą się lampki rozświetlające nadchodzą noc. Z oddali wygląda to jak migoczące punkciki przykryte ciemną powłoką nocy.
A może widzisz coś innego?
Może to tylko kruszynki śniegu rozświetlone lampą błyskową?
Wyobraź sobie las o świcie. Szary, niewyraźny, spowity mgłą.. a może to tylko zamarznięty lód na szybie?
Możesz sobie wyobrazić wszystko.
Zapraszam w podróż do miejsc, które są prawie niezauważalne gołym okiem :)
Odbija się codziennie od wszystkiego co mijamy. Od kropli deszczu rozbijającej się o ziemie, rosy zastygłej na liściu, od płatków śniegu opadających na pajęczyny. W krótkim ułamku czasu tego istnienia możemy zobaczyć nasze odbicie, przy odrobinie wyobraźni możemy zobaczyć naszą rzeczywistość.. bardziej tajemniczą, bardziej czystą, bardziej klarowną.
Ten piękny świat mijamy obojętnie. Może nawet nie wiemy o jego istnieniu? Wkurzamy się na kałużę, która zagrodziła nam drogę, irytujemy na mżawkę, która wykańcza naszą fryzurę czy też śnieg, który wydłuża czas dojazdu do celu..
Dopiero gdy dopadnie nas dłuższe zamyślenie, które kieruje nasz wzrok w jakiś niewidoczny punkt, zaczynamy po chwili dostrzegać coś, co wzbudza zainteresowanie. Podchodzimy bliżej i widzimy kolorowy zarys czegoś, co zamknęło się na czubku liścia.
Bierzemy aparat do ręki i naszym oczom ukazuje się zupełnie nowy świat. Świat tak piękny, że zapiera dech. Świat tak stabilny, że trudno uwierzyć iż możemy go zdmuchnąć jak płomyk. A jednak w swojej małej skali wydaje się być tak samo dobrze zorganizowany, dopasowany i trwały tak, jak i w nasz świat.
Czy w tym mikro-zwierciadle także toczy się życie? Czy może nasz świat jest odbiciem większej całości, o której istnieniu nie mamy pojęcia?
Wszystko jest ze sobą połączone. Mikro jest lustrzanym odbiciem relacji zachodzących w skali makro. I na odwrót: każde zdarzenie w skali makro ma swój odpowiednik w skali mikro.
Sieć wzajemnych powiązań, sieć mniejszych i większych universów. Zawsze takich samych. W tym strumieniu, gdzieś na linii zdarzeń znajdujemy się my ze swoim własnym światem, ale stworzonym na wzór i podobieństwo całego Wszechświata.
I jakkolwiek na to nie spojrzymy i tak jesteśmy w jego centrum, jak niezbędne ogniwo do utrzymania równowagi w tej nieskończonej przestrzeni.
Więcej --->> Salon24 lub więcej zdjęć macrofotografii --->> Flickr
Ziemia jest okrągła. Wszyscy to dzisiaj wiemy, choć podobno są tacy, którzy twierdzą, że jest płaska.
Kiedyś o okrągłość Ziemi toczyła się walka na stosy i płomienie. Także kiedyś, mimo tego, że brakowało już chętnych na stos – ci, którzy kwestionowali okrągłość naszej planety, nagle dali sobie spokój z obstawaniem przy swoim.
Dlaczego?
Tak serio, to niewielu z nas to wie. Wszak Koperników było pełno co krok, ale chętnych do zachwycania się wiedzą o zmianie kształtu Ziemi - niewielu. Ale mimo to, ustalono, że okey - teraz mówimy, że Ziemia to kulka, a tych ze stosu zrehabilitujemy pośmiertnie.
Więc co teraz będzie gdy ja wam powiem, że Ziemia wcale nie jest okrągła?
Powiecie: wielkie halo bo nie jest, raczej przypomina dobrze pacniętą kulkę.
A jeżeli się uprę i powiem, że Ziemia wygląda jak ziemniak?
To racjonaliści przygotują dla mnie stos. Ale ja na nim nie polegnę.
__________
Gdybyśmy popatrzyli na Ziemię nie jak na niebieską kulkę z elementami zielonymi, tak jak przedstawia to NASA, tylko jak na kulkę targaną zmianami pola grawitacyjnego – to właśnie w tej perspektywie nasza planeta przypomina ziemniak. "Ziemniak poczdamskiej grawitacji" - bo tak uroczą nazwę dostały pierwsze geoidy Ziemi będące pionierskimi ujęciami planety z punktu widzenia grawitacji.
Modelowanie obrazu pola grawitacyjnego Ziemi dokonywane jest poprzez sezonowe wahania bilansu wodnego na kontynentach lub też poprzez pomiary topniejących lodowców na wskutek zmian klimatycznych. Ale przede wszystkim pomiary te, dzięki satelitom dokonywane są także w niedostępnych i trudnych do badania obszarach Ziemi: w Afryce Środkowej, w Himalajach czy też w bezmiarze czeluści oceanów. Im bardziej żółto i czerwono tym większe oddziaływanie sił grawitacji, a im bardziej niebiesko - tym mniejsze. Oznacza to, że dwa statki cumujące w okolicach Antarktydy i Indii leżą na różnych poziomach mimo tego, że oba znajdują się na powierzchni oceanu.
Pomiarami zajmują się satelity LAGEOS, GRACE i GOCE, przy czym ostatnio, najgłośniej zrobiło się o satelicie GOCE.
O ile GRACE zakończy swoją misję w 2015 roku, tak GOCE zgodnie z harmonogramem już zakończyła. Ponieważ jednak satelita dysponuje sporym zapasem paliwa, postanowiono obniżyć jej orbitę i w ten sposób uzyskać jeszcze dokładniejsze pomiary Ziemi oraz zdjęcia o wyższej rozdzielczości. GOCE z każdym dniem jest około 300 metrów bliżej Ziemi i w lutym osiągnie orbitę 235 km.
Pod koniec listopada 2012 roku, dane, które dostarczyła Satelita GOCE pozwoliły opracować najdokładniejszą z dokładnych map grawitacyjnych Ziemi. Gdy porównamy "Ziemniaka poczdamskiego" z jego dzisiejszym odpowiednikiem, widzimy, że pole grawitacyjne Ziemi to nie jest coś co może gwarantować nam spokój i beztroską przyszłość.
Dane z GOCE są przydatne nie tylko do mapowania pola grawitacyjnego Ziemi, ale także dla geologów, klimatologów, firm naftowych czy jednostek rządowych. Dzięki pomiarom GOCE wiemy co się dzieje pod powierzchnią Ziemi, jak wygląda podziemny ruch lawy i jakie są zmiany w klimacie. Precyzyjny model geoidy jest niezbędny do pomiarów zmian poziomu morza, lądów i dynamiki topnienia lodowców. Pozwala zrozumieć zmiany w polu grawitacyjnym i zrozumieć istotę tego co dzieje się we wnętrzu ziemi: fizyki i dynamiki związanej z działalnością wulkaniczną i nadchodzących trzęsień ziemi.
I pozwala także zrozumieć, że Ziemia wcale nie musi być okrągła :)
A wracając do tamtych lat osmolonych paleniskami w walce o kształt planety. Może każda z walczących stron miała rację? Wszak wszystko zależy tylko od punktu odniesienia.
Dzisiaj wiemy, że to nie Ziemia, ale Wszechświat jest płaski. A skoro kiedyś całym Wszechświatem była Ziemia.. ja ponad miesiąc temu stałam w miejscu, które kilkaset lat temu nazywano "Końcem Świata". Dalej był już tylko płaski, bezkresny ocean.
Trudno było przecież ze skrawków wiedzy pozostawionej przez naszych poprzedników zlepić całość organizacji Universu, do którego nawet teraz nie dotarliśmy. A ponieważ była to wiedza, którą posiedliśmy od mądrzejszych od nas - być może dlatego tak kurczowo broniona była przez jej strażników jako jedynie słuszna?
A przecież mogła być tylko źle zinterpretowana. Bo co do jednego zwaśnione strony się zgadzały: coś się kręciło wokół czegoś :)
Zdjęcia "Poczdamskiego ziemniaka" zrobionego na przestrzeni lat 1995 - 2011 znajdziecie pod tym linkiem
<---kliknij w obrazek
Najnowszy film pokazujący kształt Ziemi - niestety bez podkładu muzycznego. ESA dostarcza "suchych" animacji :(
Tak naprawdę nie wiemy skąd się
pojawili. W zasadzie nie wiemy o ich pochodzeniu nic oprócz tego, że zostali
odkryci w połowie ubiegłego wieku przez francuskiego antropologa. Wiemy za to,
że wtedy wiedzieli więcej o Kosmosie niż my i znali obiekty, które my
cywilizowani i nowocześni ludzie mieliśmy odkryć dopiero długo długo później.
Dogonowie.
Twierdzą, że pochodzą z Syriusza
i są spadkobiercami pierwszych ludzi na Ziemi. W swoich obrzędach i tańcach
zataczają koła podobne do ruchu Syriusza A i Syriusza B. Tego ostatniego my
znamy od niedawna, a oni mają usadowionego na rytualnej masce od setek lat i nią
także zataczają koła. Dogonowie mają jeszcze jedną kosmiczną niespodziankę dla
naukowców: mianowicie twierdzą, że istnieje Syriusz C. Tego jednak naukowcy
jeszcze nie odkryli więc spokojnie wkładają ich opowieść między bajki.
Naukowcy znani są z tego, że gdy
nie znają odpowiedzi na jakieś pytanie to dopasowują pytanie do znanej
rzeczywistości. Dlatego by rozwiązać zagadkę ogromnej wiedzy astronomicznej
plemienia ukuli teorię, że wszystko co na wpół nadzy Afrykańczycy wiedzą,
pochodzi od misjonarzy i naukowców odwiedzających ich tereny. Choć już żaden z
nich nie napomknął o czarnej historii murzyńskich plemion, które trafiały na
polujących białasów. Te dramatyczne spotkania nie były po to by klarować im
układ planet na niebie, ale po to by dostarczyć siłę roboczą na amerykańskie
plantacje bawełny.
Tak czy inaczej Dogonowie są
wielką tajemnicą podobnie jak i historia starożytna starej Afryki. Zdobytą wiedzę
od istot z Syriusza, Dogoni przekazują z pokolenia na pokolenie: mówi ona o tym
jak powstała Ziemia, kto ją stworzył, jej miejsce w Układzie Słonecznym, o
księżycach Jowisza, pierścieniach Saturna, Drodze Mlecznej i zasadach
odzwierciedlenia.
Gdybyśmy posłuchali dogońskich historii
okazałoby się, że ich obrzędy są bardzo blisko związane z kosmicznymi prawami.
O ile człowiek rodzi się z podwójną duszą i dopiero aktem obrzezania uzyskuje
się określoną płeć - tak obrządku tego dokonuje się co sześć lat (cykl zaburzeń
przy krążeniu Syriusza B wokół Syriusza A) i kończy się czasem pobierania nauki
o tym co Dogon musi wiedzieć by móc w przyszłości przekazać dalej.
Według Dogonów świat jest jeden –
nie ma podziałów na świat żywych i umarłych – wszystko jest ciągłością i albo
jest się wśród żywych albo dostarcza siły żywym.
Jest jeszcze jeden bardzo ważny
aspekt kosmicznych obrzędów Dogonów. Co 60 lat plemię to obchodzi święto Sigui
(początek świata i odnowy kosmosu), które następuje w czasie gdy Syriusz pojawia się między dwoma górskimi szczytami. Jest to także związane z układem orbit Jowisza i Saturna.
W jednej z wiosek na wielkiej ścianie rozwieszone
są przedziwne maski wraz z podobiznami dziwnych zwierząt, istot o owalnych głowach z antenkami na ich szczycie czy obiektów zbliżonych do pojazdów kosmicznych.
W czasie święta Sigui
rzeźbi się kolejną wielką maskę, która służy tylko do jednorazowego do rytuału i tylko po to by później przechowywać ją z
należnym szacunkiem.
Niezależnie od posiadanej wiedzy
i dogońskiej wersji jej zdobycia, naukowcy doszli do wniosku, że Dogonowie przybyli
z Egiptu i było to około 1500 roku. A wiedzę swoją zaczerpnęli od cywilizacji
saharyjskiej, która obecnie nie istnieje a podobno kiedyś była. I to tyle co
wiedzą naukowcy.
Mimo tego, że można skłonić się
do ich tezy o egipskich korzeniach Dogonów gdyż istnieją zbieżności w
pochodzeniu dogońskiego boga Ammy i egipskiego Ozyrysa (oboje pochodzili z
gwiazdy znajdującej się obok Syriusza) to i tak nie jest to opinia uznawana przez
naukowy świat jako „poważna”.
Dogonów to nie interesuje. Prowadzą niezmiennie takie samo życie od lat, nie tęsknią za cywilizacją i nie zamierzają nic w swoim życiu zmieniać. Wiedzą, że wiedza jaką posiadają jest uniwersalna i może ją posiąść każdy współplemieniec, co już czyni to wyjątkowym.
Ale niezależnie od teorii
uznawanych za wiarygodne czy też nie, Dogoni posiadają jeszcze jedną wiedzę, do
której my dopiero teraz, wraz z rozwojem technologii, dochodzimy samodzielnie.
Otóż według plemiennych wierzeń wydarzenia kosmiczne są odbiciem wydarzeń
ziemskich. Wszystko co dzieje się na
ziemi jest wersją mikro zasad i reakcji zachodzących w kosmosie. Funkcjonowanie
natury jest niczym innym jak odbiciem życia w kosmosie. Ruch planet porównywany
jest do obiegu krwi. Krwioobieg jest porównywalny do łańcucha powiązań w
naturze.
Czy nie przypomina nam to
rodzącej się w bólach teorii sieci?
Ale o tym następnym razem :)
Galeria zdjęć z G+ której autorem jest Michel Renaudeau --->> tutaj
Małe migające punkty przypadkiem porozrzucane
na czarnym aksamicie, które zawsze były-są-będą. Nawet wtedy gdy ciebie już nie
będzie. Patrzysz w niebo i zastanawiasz się – jak to możliwe, że cały kosmos
jest tak zmyślnie poukładany, że Ziemia wraz z kilkoma innymi planetami krąży
wokół Słońca trzymana jakąś magiczną siłą w tej bezkresnej przestrzeni bez dna.
A słońce wraz z planetami krąży wokół centrum galaktyki, a galaktyka wraz z
całą masą miliardów innych słońc krąży..
I tak dalej.
(kiliknij w obrazek i zachwyć się..)
Tysiące lat temu tacy jak Ty czy
ja też patrzyli w niebo i też się dziwili. Może nie tak bardzo jak my ponieważ
oni – tysiące lat temu - mieli już porysowane niebo gwiazdozbiorami. Każdy
kawałek nieba był przynależny do określonej konstelacji, a każde skupisko
migoczących punkcików w ich oczach wyglądało jak strzelec, wodnik, skorpion,
wóz czy smok.
Dlaczego?
Nigdy się tego nie dowiemy. Tak
jak nie dowiemy się dlaczego tysiące lat temu ludzie podstawy swojego istnienia
wiązali z niebem i gwiazdami. Pewnie nigdy też nie dowiemy się skąd wzięły się
historie o walkach bogów na Olimpie, ani dlaczego Zeus przeniósł Plejady właśnie
na nieboskłon. Dlaczego Marduk z zabitej Tiamat stworzył Ziemię i Niebo i dlaczego
cała historia każdej starożytnych kultur ma swoje korzenie gdzieś w kosmosie.
(kliknij w obrazek i pomyśl..)
Wszystko co działo się w tamtych
odległych czasach a co poruszało wyobraźnię zwykłych mieszkańców toczyło się
gdzieś na niebie. Dzisiaj nawiązując kontakt z plemionami, nazywanymi przez nas
„dzikimi” - ze zdumieniem stwierdzamy, że nie znając matematyki, fizyki i
astronomii i tak wiedzą co jest na górze i jakie zagrożenie to coś ze sobą
niesie.
Czy przy naszej, bardzo
rozwiniętej wyobraźni wpadlibyśmy na pomysł żeby z kilku gwiazd na niebie
uformować Oriona, Skorpiona lub inne postaci i na tej podstawie wymyślać historie
powstania świata, wymyślać historie, które będą miały wielki wpływ na nasze
życie i przetrwają jako mit dla następnych pokoleń?
Chyba nie..
Jaki jest sens opowiadania "wymyślonych" historii następnym generacjom i tworzenie z nich dwa tysiące lat później
wymaganej wiedzy w szkołach? Ile znamy mitów ze starożytnej Grecji czy Rzymu a
ile bliższych naszemu sercu mitów Słowian?
Można pytać bez końca albo można
zapytać czy w tych mitycznych postaciach nie jest ukryta prawdziwa historia naszego istnienia. Z zadziwiającym podobieństwem stare kultury - niezależnie od
nazewnictwa jakim operowały - pokazują nam świat, który nawet dzisiaj, po
odkodowaniu przez naukowców i dopasowaniu do stanu dzisiejszej wiedzy -
znacznie przekraczałby granice naszej wyobraźni.
Możemy wyobrazić sobie katastrofy
w kosmosie, ale już trudniej nam będzie zrozumieć kto miałby być świadkiem
kolizji dwóch planet dzięki której powstała Ziemia i Księżyc (wspomniany
wcześniej mit o Marduku i Tiamiat). Jak wielki, potężny i zaludniony musiałby
być Universe, który odnotowałby to zdarzenie jako element historii do dalszego
przekazania?
Możemy patrzeć na Oriona i
uwierzyć nawet, że kiedyś chciał zabić wszystkie zwierzęta na Ziemi, ale jakaż
musiałaby to być siła zdolna do zrobienia czegoś takiego? Z drugiej strony Gaja
wysłała coś równie potężnego - Skorpiona, który zażegnał nieszczęście.. Skorpion i Orion zajmują dzisiaj dwie przeciwne strony nieboskłonu, a mimo to w starych przekazach Indian jest wzmianka, że grzmot dochodzący z
konstelacji Oriona i tak przyniesie nieszczęście dla Ziemi..
Możemy także zrozumieć, że grecki
bóg wysłał siedem sióstr na firmament nieba, ale trochę dziwi, że bóg hebrajski
zrobił to samo i oboje zrobili to właśnie z Plejadami. Gdzie Rzym a gdzie Krym?
A mimo to bohaterki te same J
I możemy zastanawiać się pytając:
skoro stare cywilizacje następowały po sobie albo istniały równolegle nie mając
(zgodnie ze stanem dzisiejszej wiedzy) ze sobą kontaktu, to jak mamy
wytłumaczyć to zgodne wypatrywanie nieba i dzielenie go na części wraz z określoną
historią dla każdej z nich?
Utworzone gwiazdozbiory i ich nazewnictwo kryją w
sobie schemat dzięki któremu można je dzielić na około sześć grup tematycznych
i nikt jeszcze nie dotarł do wiedzy dlaczego taki a nie inny porządek panuje na
nocnym niebie i dlaczego poszczególne mityczne historie na to niebo trafiły.
A my, w tym konstelacyjnym porządku niczego nawet nie zmieniliśmy przyjmując to co ustalono tysiące lat temu za podstawę naszej wiedzy i naszego poznania.
Trzymając się kurczowo teorii
ewolucji założyliśmy, że jesteśmy najbardziej rozwiniętą cywilizacją i najinteligentniejszym dwunożnym gatunkiem choć do tej pory nie odpowiedzieliśmy sobie na pytanie „kim tak naprawdę jesteśmy”. Ale skąd mamy znać odpowiedź skoro nie wiemy gdzie są nasze korzenie i
skąd pochodzimy. Możemy łączyć jedną nicią wszystkie znane nam cywilizacje jakie
mieszkały na naszej planecie, ale i tak wiemy, że jest to sztuczna więź nie
wynikająca z pokrewieństwa.
Może tylko z okoliczności i przypadków jakie
po sobie następowały..
Naukowcy mówią, że jesteśmy w stanie zobaczyć tylko to co nasz mózg może sobie wyobrazić. Że zasięg naszego widzenia ograniczony jest tylko do wyciągniętej ręki, a cała reszta dopisana jest przez nasz umysł. Mówią, że nasz umysł nie jest naszym umysłem tylko wypadkową wszystkich umysłów, które stają się doświadczeniem naszego życia.
Sporo w tym prawdy.
Nasz umysł jest kreatorem wielu zdarzeń, które potrafią zmącić nasze życie mimo tego, że wydarzeń tych nigdy nie było. Wydaje nam się, że jesteśmy niezależni, samodzielnie myślący i sami kierujemy swoim życiem, ale tak naprawdę cały świat zewnętrzny determinuje nasze myślenie i zachowanie. Mózg zaś tworzy obraz tego świata. Obraz, w który wierzymy i według którego porządkujemy swoje życie.
Czasami okazuje się, że żyjemy w innym świecie – zamkniętym, hermetycznym z wymalowanymi przez nas barwami. Żyjemy na pozór, nie wiedząc, który ze światów jest prawdziwy. Czy ten, który widzimy naszymi oczami, i który umysł interpretuje po swojemu czy też ten drugi, który możemy poznać tylko wtedy gdy oczy zamkniemy… i możemy stworzyć rzeczywistość jakiej nigdy nie znajdziemy na ziemi.
W takiej sytuacji kreujemy nowe wydarzenia, które się rozgrywają poza naszym fizycznym jestestwem. Dajemy początek innemu życiu i innym scenariuszom… Czy toczy się ono dalej jak fala, która dostała swoją szansę i pędzi niezatrzymywana przez nikogo? Czy daje początek wydarzeniom, o których nawet nie będziemy wiedzieli?
Wewnętrzna nieskończoność.
Wyglądająca tak jak ślepe, bezchmurne niebo - nieruchoma masa, która ma nieskończoną wielkość gdzieś na górze, ale która zamyka się niebieską granicą naszego wzroku. I tyle tylko możemy dostrzec.
Tak samo możemy postrzegać nasz wewnętrzny wszechświat. Zamknięty w stu osiemdziesięciu centymetrach wzrostu, a w środku wypełniony zapadającą się nieskończonością. Bez granic, bez dna, z niepoliczalnymi możliwościami naszego umysłu i naszej wyobraźni.
Jak daleko możemy dojść w tej wewnętrznej wędrówce?
Jesteśmy kreatorami sytuacji tworzonych w naszym umyśle. Jesteśmy Bogami, którzy tworzą osobne światy - lepsze albo gorsze. Dajemy początek innym życiom, innym sytuacjom, w których będziemy brać udział albo będą one udziałem innych wymyślonych przez nas postaci. Każda myśl skierowana pod adresem jakiejś osoby staje się początkiem jej istnienia w innym wymiarze. A zarazem ciężarem naszego istnienia wraz z całym bagażem możliwych konsekwencji, za które przyjdzie nam zapłacić…
Wszechświat jest w nas.
Jest tym co tworzymy każdego dnia w swojej wyobraźni. Jest naszą alternatywą. Naszą przyszłością w momencie odejścia. Świat tworzony w umyśle nigdy nie umiera, ponieważ każde nowe zdarzenie staje się początkiem tworzenia kolejnego. I ten świat stanie dla nas otworem gdy nie będziemy musieli stać już okrakiem między tu i tam, między półsnem a półwybudzeniem…
Nasz własny Matrix.
Czy może jesteśmy także elementem cudzego Matrixu?
Wciągnięci do czyjegoś wewnętrznego świata, będący cudzym graczem. Jak pionek wrzucony w wymyślone przez kogoś zdarzenia, a jednocześnie główny rozgrywający na swoim poziomie- niczym stwórca. Wszak słyszymy, że jesteśmy częścią wszechświata. Słyszymy też, że jesteśmy kreatorami swoich światów.