Odbija się codziennie od wszystkiego co mijamy. Od kropli deszczu rozbijającej się o ziemie, rosy zastygłej na liściu, od płatków śniegu opadających na pajęczyny. W krótkim ułamku czasu tego istnienia możemy zobaczyć nasze odbicie, przy odrobinie wyobraźni możemy zobaczyć naszą rzeczywistość.. bardziej tajemniczą, bardziej czystą, bardziej klarowną.
Ten piękny świat mijamy obojętnie. Może nawet nie wiemy o jego istnieniu? Wkurzamy się na kałużę, która zagrodziła nam drogę, irytujemy na mżawkę, która wykańcza naszą fryzurę czy też śnieg, który wydłuża czas dojazdu do celu..
Dopiero gdy dopadnie nas dłuższe zamyślenie, które kieruje nasz wzrok w jakiś niewidoczny punkt, zaczynamy po chwili dostrzegać coś, co wzbudza zainteresowanie. Podchodzimy bliżej i widzimy kolorowy zarys czegoś, co zamknęło się na czubku liścia.
Bierzemy aparat do ręki i naszym oczom ukazuje się zupełnie nowy świat. Świat tak piękny, że zapiera dech. Świat tak stabilny, że trudno uwierzyć iż możemy go zdmuchnąć jak płomyk. A jednak w swojej małej skali wydaje się być tak samo dobrze zorganizowany, dopasowany i trwały tak, jak i w nasz świat.
Czy w tym mikro-zwierciadle także toczy się życie? Czy może nasz świat jest odbiciem większej całości, o której istnieniu nie mamy pojęcia?
Wszystko jest ze sobą połączone. Mikro jest lustrzanym odbiciem relacji zachodzących w skali makro. I na odwrót: każde zdarzenie w skali makro ma swój odpowiednik w skali mikro.
Sieć wzajemnych powiązań, sieć mniejszych i większych universów. Zawsze takich samych. W tym strumieniu, gdzieś na linii zdarzeń znajdujemy się my ze swoim własnym światem, ale stworzonym na wzór i podobieństwo całego Wszechświata.
I jakkolwiek na to nie spojrzymy i tak jesteśmy w jego centrum, jak niezbędne ogniwo do utrzymania równowagi w tej nieskończonej przestrzeni.
Więcej --->> Salon24 lub więcej zdjęć macrofotografii --->> Flickr
Ziemia jest okrągła. Wszyscy to dzisiaj wiemy, choć podobno są tacy, którzy twierdzą, że jest płaska.
Kiedyś o okrągłość Ziemi toczyła się walka na stosy i płomienie. Także kiedyś, mimo tego, że brakowało już chętnych na stos – ci, którzy kwestionowali okrągłość naszej planety, nagle dali sobie spokój z obstawaniem przy swoim.
Dlaczego?
Tak serio, to niewielu z nas to wie. Wszak Koperników było pełno co krok, ale chętnych do zachwycania się wiedzą o zmianie kształtu Ziemi - niewielu. Ale mimo to, ustalono, że okey - teraz mówimy, że Ziemia to kulka, a tych ze stosu zrehabilitujemy pośmiertnie.
Więc co teraz będzie gdy ja wam powiem, że Ziemia wcale nie jest okrągła?
Powiecie: wielkie halo bo nie jest, raczej przypomina dobrze pacniętą kulkę.
A jeżeli się uprę i powiem, że Ziemia wygląda jak ziemniak?
To racjonaliści przygotują dla mnie stos. Ale ja na nim nie polegnę.
__________
Gdybyśmy popatrzyli na Ziemię nie jak na niebieską kulkę z elementami zielonymi, tak jak przedstawia to NASA, tylko jak na kulkę targaną zmianami pola grawitacyjnego – to właśnie w tej perspektywie nasza planeta przypomina ziemniak. "Ziemniak poczdamskiej grawitacji" - bo tak uroczą nazwę dostały pierwsze geoidy Ziemi będące pionierskimi ujęciami planety z punktu widzenia grawitacji.
Modelowanie obrazu pola grawitacyjnego Ziemi dokonywane jest poprzez sezonowe wahania bilansu wodnego na kontynentach lub też poprzez pomiary topniejących lodowców na wskutek zmian klimatycznych. Ale przede wszystkim pomiary te, dzięki satelitom dokonywane są także w niedostępnych i trudnych do badania obszarach Ziemi: w Afryce Środkowej, w Himalajach czy też w bezmiarze czeluści oceanów. Im bardziej żółto i czerwono tym większe oddziaływanie sił grawitacji, a im bardziej niebiesko - tym mniejsze. Oznacza to, że dwa statki cumujące w okolicach Antarktydy i Indii leżą na różnych poziomach mimo tego, że oba znajdują się na powierzchni oceanu.
Pomiarami zajmują się satelity LAGEOS, GRACE i GOCE, przy czym ostatnio, najgłośniej zrobiło się o satelicie GOCE.
O ile GRACE zakończy swoją misję w 2015 roku, tak GOCE zgodnie z harmonogramem już zakończyła. Ponieważ jednak satelita dysponuje sporym zapasem paliwa, postanowiono obniżyć jej orbitę i w ten sposób uzyskać jeszcze dokładniejsze pomiary Ziemi oraz zdjęcia o wyższej rozdzielczości. GOCE z każdym dniem jest około 300 metrów bliżej Ziemi i w lutym osiągnie orbitę 235 km.
Pod koniec listopada 2012 roku, dane, które dostarczyła Satelita GOCE pozwoliły opracować najdokładniejszą z dokładnych map grawitacyjnych Ziemi. Gdy porównamy "Ziemniaka poczdamskiego" z jego dzisiejszym odpowiednikiem, widzimy, że pole grawitacyjne Ziemi to nie jest coś co może gwarantować nam spokój i beztroską przyszłość.
Dane z GOCE są przydatne nie tylko do mapowania pola grawitacyjnego Ziemi, ale także dla geologów, klimatologów, firm naftowych czy jednostek rządowych. Dzięki pomiarom GOCE wiemy co się dzieje pod powierzchnią Ziemi, jak wygląda podziemny ruch lawy i jakie są zmiany w klimacie. Precyzyjny model geoidy jest niezbędny do pomiarów zmian poziomu morza, lądów i dynamiki topnienia lodowców. Pozwala zrozumieć zmiany w polu grawitacyjnym i zrozumieć istotę tego co dzieje się we wnętrzu ziemi: fizyki i dynamiki związanej z działalnością wulkaniczną i nadchodzących trzęsień ziemi.
I pozwala także zrozumieć, że Ziemia wcale nie musi być okrągła :)
A wracając do tamtych lat osmolonych paleniskami w walce o kształt planety. Może każda z walczących stron miała rację? Wszak wszystko zależy tylko od punktu odniesienia.
Dzisiaj wiemy, że to nie Ziemia, ale Wszechświat jest płaski. A skoro kiedyś całym Wszechświatem była Ziemia.. ja ponad miesiąc temu stałam w miejscu, które kilkaset lat temu nazywano "Końcem Świata". Dalej był już tylko płaski, bezkresny ocean.
Trudno było przecież ze skrawków wiedzy pozostawionej przez naszych poprzedników zlepić całość organizacji Universu, do którego nawet teraz nie dotarliśmy. A ponieważ była to wiedza, którą posiedliśmy od mądrzejszych od nas - być może dlatego tak kurczowo broniona była przez jej strażników jako jedynie słuszna?
A przecież mogła być tylko źle zinterpretowana. Bo co do jednego zwaśnione strony się zgadzały: coś się kręciło wokół czegoś :)
Zdjęcia "Poczdamskiego ziemniaka" zrobionego na przestrzeni lat 1995 - 2011 znajdziecie pod tym linkiem
<---kliknij w obrazek
Najnowszy film pokazujący kształt Ziemi - niestety bez podkładu muzycznego. ESA dostarcza "suchych" animacji :(
Ziemia widziana z Kosmosu kojarzy
się z malarstwem impresjonistów. Zaś Kosmos widziany z Ziemi to.. na pewno gwiazdy
i piękne widoki na ramię Milky Way. Tak przynajmniej podpowiada pierwsze
skojarzenie.
Ale pisząc te słowa myślę o
Kosmosie żyjącym swoim własnym życiem tu – na Ziemi. Kosmosie niewidoczny dla
naszego oka i w zasadzie dla nas – olbrzymów gigantów - kosmos mało znaczący.
Codziennie przypadkiem rozdeptywany butem, rozjechany kolami samochodu,
rozchlapany przez kota ścigającego po sadzawce motyla.
Mikrokosmos.
To świat, o którym wspominali już
starożytni Grecy. Zminimalizowana forma wersji Makro. Jak niekończące się
lustro w lustrze czy rosyjska babuszka w babuszce. Świat tak samo piękny jak
nasz, tak samo tajemniczy i jeszcze nie całkiem poznawalny podobnie jak Wielki Universe.
Świat ten zobaczymy tylko przy
udziale specjalistycznego sprzętu. I o ile makrokosmos obejrzymy korzystając z
ogromnych teleskopów tak mikro – przy udziale mikroskopów.
Co tam się dzieje? Jakie zachodzą tam zmiany, które w skali czasu, dla nas są tylko mrugnięciem powieki a tam jest to
życie całych generacji?
Liderem pokazów piękna i
złożoności życia widzianego w mikroskopie jest firma Nikon, która od prawie
40 lat, nagradza najlepsze na świecie photo-micro-grafiki w ramach projektu Nikon
Small World. Projekt ten ma niezwykle ważny
wkład w nauki przyrodnicze i bio-badawcze. Także wkład w inżynierię genetyczną, ale przede wszystkim udostępnia zwykłym śmiertelnikom obraz
świata, którego nie mają żadnych możliwości poznać samodzielnie.
Ile z tego da się przetłumaczyć na prosty język – nie jest już
ważne. Najważniejsze jest to, że możemy dostrzec i poznać jak piękny jest
cud życia na każdym etapie jego powstawania. Jak połączony jest ze sobą łańcuch
organicznych powiązań i wzajemnych zależności, którego efektem - prawie końcowym - jest to co widzimy przez teleskopy. „Prawie” ponieważ nie wiemy jeszcze gdzie i czy w ogóle są granice Mikro i Makrokosmosu.
Jeszcze do niedawna największym sukcesem mikrofotografii było powiększone i wyraźne zdjęcie robaka, oko pająka, kleszcze żuka czy paszcza muchy. Dzisiaj aparat fotograficzny sięga głębiej, możemy obejrzeć płatek śniegu z wyszczególnioną każdą wypustką, możemy sięgnąć aż do zarodka i pokazać co dzieje się wewnątrz w trakcie kształtowania się nowego życia.
O ile Nikon Small World ograniczał się tylko do konkursu mikrofotografii - tak w miarę rozwoju narzędzi i technik badawczych, stworzono jego odmianę pod nazwą Nikon Small World in Motion, który pokazuje nam te same zjawiska i obiekty, ale w ruchu. Przyznacie na pewno, że o wiele bardziej sugestywne od zdjęcia serca jest film pokazujący bijące serce - jak na przykład serce kilkudziesięciogodzinnego pisklaka poniżej.
Już starożytni filozofowie mówili, że wszystko jest ze sobą połączone. Mikro jest lustrzanym odbiciem relacji zachodzących w skali makro. I na odwrót: każde zdarzenie w skali makro ma swój odpowiednik w skali mikro.
To skomplikowana sieć wzajemnych powiązań, sieć mniejszych i większych światów. Zawsze takich samych. Światów, które gdy na nie popatrzymy niczym nie różnią się od siebie w swoich podstawowych zasadach istnienia.
W tym strumieniu, gdzieś na linii zdarzeń znajduje się człowiek ze swoim własnym światem, ale stworzony na wzór i podobieństwo wszystkiego co go otacza.
Ale o tym następnym razem :)
Zdjęcia pochodzą ze strony Olympus Bio Scapes, na której znajdują się także mikrofotografie i video finalistów z poprzednich lat.
Wszystkie galerie Nikon Small World (kliknij tutaj)oraz cała gama możliwości technicznych jakimi dysponują fotograficy (kliknij tutaj). Ponadto na stronie tej znajduje się uzeum - warto przypomnieć sobie czym dysponowali naukowcy na przestrzeni lat :)
Działający od 1972 roku program
Landsat od 40 lat dostarcza zdjęć i danych, które są wykorzystywane przez
naukowców i specjalistów z różnych dziedzin nauki. Przez te 40 lat dokonały się
wielkie zmiany na powierzchni naszej planety związane z użytkowaniem gruntów i
zasobów naturalnych. Zmiany na lepsze i gorsze. Zmiany pokazujące jak głęboko w
naturę sięgnęła nasza cywilizacja i jak głęboko ingeruje w środowisko, w
którym egzystuje. Mimo dowodów na postępującą degradację naszej planety i fakt,
że powoli zbliżamy się do nieuchronnego końca, to jednak w tym pesymizmie
pojawiły się prawdziwe perły.
Wiele z ponad 3 milionów
fotografii powstałych w ramach programu Landsat, oprócz informacji stricte naukowych,
dostarczyło także wrażeń natury estetycznej. Piękne widoki gór, dolin, lasów,
gospodarstw rolnych czy terenów wodnych.
(kliknij w obrazek)
Z okazji 40-lecia istnienia projektu, NASA
poprosiła o wybranie pięciu najpiękniejszych ujęć Ziemi z Kosmosu. Ujęć, które
bez zastanawiania się, można oprawić w ramy i powiesić na ścianie. Ujęć, które
pokazują, że malarstwo to nie tylko pędzel w dłoniach człowieka, ale także
pędzel w dłoniach..
No właśnie..
Kogo? Czego? Jakiej siły?
Do piątki zwycięzców zaliczono: widok na przypominające czaszki Jezioro Eyrie w Australii, cięte wiatrem ruchome
piaski w Algierii, dorzecze Missisipi, deltę Yukonu i fitoplankton w Gotlandii.
W czasie kilku dni, gdy uwaga całego
świata zwrócona była oczami, emocjami i całym swoim sercem na Marsa i Curiosity - dwaj astrofizycy NASA patrzyli w zupełnie innym kierunku.
Patrzyli na Słońce i jego
szaleńcze tańce.
Satelita Solar Dynamic Observatory, który podobnie
jak Landsat dostarcza obrazów non stop – tym razem Słońca, pokazał nam także,
że wspomniany już tajemniczy kosmiczny malarz nie zajmuje się tylko malowaniem i upiększaniem Ziemi.
O ile zdjęcia zdobyte dzięki SDO
pomagają astrofizykom w znalezieniu odpowiedzi na pytanie, dlaczego korona Słońca jest tak gorąca
(powierzchnia Słońca to tylko 6 tys. stopni Kelvina – korona od powyżej miliona)
to dla przeciętnego śmiertelnika najważniejszy jest uzyskany obraz - utworzony dzięki zestawieniu panujących różnic temperatur w koronie słonecznej.
A obraz ten to prawie Van Gogh :)
I możemy zapytać teraz pół żartem/pół serio: skąd Van
Gogh czerpał swoją inspirację lub kto go natchnął do zastosowania techniki malarstwa,której efekt jest tak bardzo zbliżony do malarstwa natury i kosmicznej sztuki?
Dla przypomnienia zapraszam go Galerii Vincenta van Gogh w ramach Google Art Project :)
Wszystko na temat metody jaką zrobiono artystyczne zdjęcia Słońca znajdują się na stronie Cornell University ArXiv(zdjęcia wraz z parametrami znajdują się na samym dole)
Mapa zdjęć Landsat z oflagowanymi miejscami dla ułatwienia poszukiwań: (kliknij w obrazek)
Tak naprawdę nie wiemy skąd się
pojawili. W zasadzie nie wiemy o ich pochodzeniu nic oprócz tego, że zostali
odkryci w połowie ubiegłego wieku przez francuskiego antropologa. Wiemy za to,
że wtedy wiedzieli więcej o Kosmosie niż my i znali obiekty, które my
cywilizowani i nowocześni ludzie mieliśmy odkryć dopiero długo długo później.
Dogonowie.
Twierdzą, że pochodzą z Syriusza
i są spadkobiercami pierwszych ludzi na Ziemi. W swoich obrzędach i tańcach
zataczają koła podobne do ruchu Syriusza A i Syriusza B. Tego ostatniego my
znamy od niedawna, a oni mają usadowionego na rytualnej masce od setek lat i nią
także zataczają koła. Dogonowie mają jeszcze jedną kosmiczną niespodziankę dla
naukowców: mianowicie twierdzą, że istnieje Syriusz C. Tego jednak naukowcy
jeszcze nie odkryli więc spokojnie wkładają ich opowieść między bajki.
Naukowcy znani są z tego, że gdy
nie znają odpowiedzi na jakieś pytanie to dopasowują pytanie do znanej
rzeczywistości. Dlatego by rozwiązać zagadkę ogromnej wiedzy astronomicznej
plemienia ukuli teorię, że wszystko co na wpół nadzy Afrykańczycy wiedzą,
pochodzi od misjonarzy i naukowców odwiedzających ich tereny. Choć już żaden z
nich nie napomknął o czarnej historii murzyńskich plemion, które trafiały na
polujących białasów. Te dramatyczne spotkania nie były po to by klarować im
układ planet na niebie, ale po to by dostarczyć siłę roboczą na amerykańskie
plantacje bawełny.
Tak czy inaczej Dogonowie są
wielką tajemnicą podobnie jak i historia starożytna starej Afryki. Zdobytą wiedzę
od istot z Syriusza, Dogoni przekazują z pokolenia na pokolenie: mówi ona o tym
jak powstała Ziemia, kto ją stworzył, jej miejsce w Układzie Słonecznym, o
księżycach Jowisza, pierścieniach Saturna, Drodze Mlecznej i zasadach
odzwierciedlenia.
Gdybyśmy posłuchali dogońskich historii
okazałoby się, że ich obrzędy są bardzo blisko związane z kosmicznymi prawami.
O ile człowiek rodzi się z podwójną duszą i dopiero aktem obrzezania uzyskuje
się określoną płeć - tak obrządku tego dokonuje się co sześć lat (cykl zaburzeń
przy krążeniu Syriusza B wokół Syriusza A) i kończy się czasem pobierania nauki
o tym co Dogon musi wiedzieć by móc w przyszłości przekazać dalej.
Według Dogonów świat jest jeden –
nie ma podziałów na świat żywych i umarłych – wszystko jest ciągłością i albo
jest się wśród żywych albo dostarcza siły żywym.
Jest jeszcze jeden bardzo ważny
aspekt kosmicznych obrzędów Dogonów. Co 60 lat plemię to obchodzi święto Sigui
(początek świata i odnowy kosmosu), które następuje w czasie gdy Syriusz pojawia się między dwoma górskimi szczytami. Jest to także związane z układem orbit Jowisza i Saturna.
W jednej z wiosek na wielkiej ścianie rozwieszone
są przedziwne maski wraz z podobiznami dziwnych zwierząt, istot o owalnych głowach z antenkami na ich szczycie czy obiektów zbliżonych do pojazdów kosmicznych.
W czasie święta Sigui
rzeźbi się kolejną wielką maskę, która służy tylko do jednorazowego do rytuału i tylko po to by później przechowywać ją z
należnym szacunkiem.
Niezależnie od posiadanej wiedzy
i dogońskiej wersji jej zdobycia, naukowcy doszli do wniosku, że Dogonowie przybyli
z Egiptu i było to około 1500 roku. A wiedzę swoją zaczerpnęli od cywilizacji
saharyjskiej, która obecnie nie istnieje a podobno kiedyś była. I to tyle co
wiedzą naukowcy.
Mimo tego, że można skłonić się
do ich tezy o egipskich korzeniach Dogonów gdyż istnieją zbieżności w
pochodzeniu dogońskiego boga Ammy i egipskiego Ozyrysa (oboje pochodzili z
gwiazdy znajdującej się obok Syriusza) to i tak nie jest to opinia uznawana przez
naukowy świat jako „poważna”.
Dogonów to nie interesuje. Prowadzą niezmiennie takie samo życie od lat, nie tęsknią za cywilizacją i nie zamierzają nic w swoim życiu zmieniać. Wiedzą, że wiedza jaką posiadają jest uniwersalna i może ją posiąść każdy współplemieniec, co już czyni to wyjątkowym.
Ale niezależnie od teorii
uznawanych za wiarygodne czy też nie, Dogoni posiadają jeszcze jedną wiedzę, do
której my dopiero teraz, wraz z rozwojem technologii, dochodzimy samodzielnie.
Otóż według plemiennych wierzeń wydarzenia kosmiczne są odbiciem wydarzeń
ziemskich. Wszystko co dzieje się na
ziemi jest wersją mikro zasad i reakcji zachodzących w kosmosie. Funkcjonowanie
natury jest niczym innym jak odbiciem życia w kosmosie. Ruch planet porównywany
jest do obiegu krwi. Krwioobieg jest porównywalny do łańcucha powiązań w
naturze.
Czy nie przypomina nam to
rodzącej się w bólach teorii sieci?
Ale o tym następnym razem :)
Galeria zdjęć z G+ której autorem jest Michel Renaudeau --->> tutaj
Niedawno ukazał się informacja o
tym, że rysunek „Człowiek Wituriański” nie jest wymysłem Leonarda Da Vinci, a
jedynie inspiracją Leonarda rysunkiem Giacomo Andrei da Ferrara. Ten młody architekt nie
dość, że przyjaźnił się z Leonardo to jeszcze był specjalistą od Witruwiusza,
który jako pierwszy opisał symbolikę ludzkiego ciała wpisanego w kwadrat i
okrąg. Niestety zginął w czasie najazdu wojsk francuskich na Mediolan. Jako
młodzieniec Ferrara walczył z okupantem i zginął, a zazdrośnik Leonardo zaprzyjaźnił się z
okupantem i dzięki temu zwiał z oblężonego miasta.
Nie będę pastwić się nad
Leonardem ponieważ rozwój polega na kopiowaniu i udoskonalaniu rzeczy już wymyślonych i chodzi o to by pozostawić swoje kopie i kopie innych dla
potomnych. Historia świata nie raz pokazała, że zacietrzewiony zdobywca potrafi
spalić biblioteki z wiedzą po poprzednich cywilizacjach. Więc możemy tylko podziękować mistrzowi, że miał na tyle rozumu w głowie żeby zaprzyjaźniać się ze
wszystkim co się rusza i ma miecz w rękach. Dzięki temu pozostawił nam sporo
dzieł.
A Giacomo Andrea da Ferrara został wymazany z historii.
Największe odkrycia nauki są
efektem pracy poprzedników. Teoria doboru naturalnego została wymyślona przez
Edwarda Blytha, ale przypisywana jest Darwinowi. Pierwsza żarówka została
wykonana przez brytyjskiego naukowca Swana, ale świat zna tylko Tomasza Edisona. Kopernika inspirowały poglądy Arystarcha z Samos, a Kolumb nie odkrył Ameryki tylko dopłynął do wysp kilku wysp Ameryki Środkowej.
I dopłynął tam nie dzięki swojemu instynktowi, tylko dzięki starym mapom jakie znalazły
się w jego posiadaniu.
Skąd o tym wiemy?
W 1513 kartograf i admirał floty osmańskiej
Piri Reis opublikował mapy, na których widniało położenie lądów Nowego Świata.
Sam autor zaznaczył, że przygotowując je opierał się między innymi na starych
mapach z czasów Aleksandra Wielkiego, mapach żeglarzy portugalskich i na mapach
Kolumba. I cokolwiek o nich nie powiedzieć zawarte w nich dane wykraczały poza
ówczesną wiedzę na temat wielkości świata, a jednocześnie wymagały zastosowania
zaawansowanej wiedzy astronomicznej i geograficznej. W końcu ówczesna nauka nie
wiedziała o istnieniu Ameryki Południowej, a usytuowanie (położenie) Ameryki i
Afryki odznaczało się większą dokładnością niż rysowane mapy dekady później. I
co najważniejsze, pokazywały połączenie lądowe Ameryki Południowej z Antarktydą
i Ziemią Królowej Maud.
Kontury Antarktydy przedstawiają linię
brzegową z czasów zanim pokryła się lodem, czyli stan sprzed 11 tysięcy lat.
Wyszczególnione wyspy u wybrzeży, za czasów panowania Aleksandra Wielkiego były
już skute lodem więc mapy, z których korzystał Preis musiały powstać jeszcze
wcześniej.
Najważniejsze jest jednak pytanie
jak na mapie z 1523 roku pojawił kontynent w formie sprzed 11 tysięcy lat. A odpowiedź
mogłaby wywrócić do góry nogami dzieje
człowieka na ziemi i historie Wielkich Odkryć Geograficznych.
Gdybyśmy sięgnęli do innych map
opartych na kopiach z których korzystał Reis, to charakterystyczny jest wygląd
nie odkrytej jeszcze wtedy Antarktydy. Na mapie zrobionej przez francuskiego
astronoma i kartografa Orontiusa Finaeusa, kontynent ten jawi się jako wolny od
lodu, pełen grzbietów górskich, dolin i koryta rzek. Podobnie przedstawiały się
mapy wykonane przez Gerarda Kremera czy Philippe Buache.
Reis wykonał jeszcze wiele map,
ale chyba największą tajemnicą pozostanie mapa sporządzona w 1521 roku wykonana
w projekcji, którą natychmiast jesteśmy w stanie rozpoznać. Jest to niesamowite
biorąc pod uwagę fakt, że zrobiona została zaledwie 30 lat po dopłynięciu Kolumba do
Ameryki Środkowej.
Jakkolwiek nie popatrzymy na te
mapy to nasuwa się pytanie, jak wyglądał naprawdę świat sprzed chociażby dwóch tysięcy
lat i co się wydarzyło takiego, że mapy pokazują inne szczegóły lądów i inne warunki klimatyczne. Być może
gdzieś w bibliotekach leżą inne zakurzone dokumenty czekające na odkrycie, które pozwolą kolejnemu odkrywcy zaskoczyć nasz ówczesny świat?