Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NASA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NASA. Pokaż wszystkie posty

I tak wygląda jak ziemniak..


Ziemia jest okrągła. Wszyscy to dzisiaj wiemy, choć podobno są tacy, którzy twierdzą, że jest płaska. 

Kiedyś o okrągłość Ziemi toczyła się walka na stosy i płomienie. Także kiedyś, mimo tego, że brakowało już chętnych na stos – ci, którzy kwestionowali okrągłość naszej planety, nagle dali sobie spokój z obstawaniem przy swoim.

Dlaczego?

Tak serio, to niewielu z nas to wie. Wszak Koperników było pełno co krok,  ale chętnych do zachwycania się wiedzą o zmianie kształtu Ziemi - niewielu. Ale mimo to, ustalono, że okey - teraz mówimy, że Ziemia to kulka, a tych ze stosu zrehabilitujemy pośmiertnie.

Więc co teraz będzie gdy ja wam powiem, że Ziemia wcale nie jest okrągła?

Powiecie: wielkie halo bo nie jest, raczej przypomina dobrze pacniętą kulkę.

A jeżeli się uprę i powiem, że Ziemia wygląda jak ziemniak?  

To racjonaliści przygotują dla mnie stos. Ale ja na nim nie polegnę.
__________

Gdybyśmy popatrzyli na Ziemię nie jak na niebieską kulkę z elementami zielonymi, tak jak przedstawia to NASA, tylko jak na kulkę targaną zmianami pola grawitacyjnego – to właśnie w tej perspektywie nasza planeta przypomina ziemniak. "Ziemniak poczdamskiej grawitacji" - bo tak uroczą nazwę dostały pierwsze geoidy Ziemi będące pionierskimi ujęciami planety z punktu widzenia grawitacji. 



Dlaczego wyszedł ziemniak?

Modelowanie obrazu pola grawitacyjnego Ziemi dokonywane jest poprzez sezonowe wahania bilansu wodnego na kontynentach lub też poprzez pomiary topniejących lodowców na wskutek zmian klimatycznych. Ale przede wszystkim pomiary te, dzięki satelitom dokonywane są także w niedostępnych i trudnych do badania obszarach Ziemi: w Afryce Środkowej, w Himalajach czy też w bezmiarze czeluści oceanów. Im  bardziej żółto i czerwono tym większe oddziaływanie sił grawitacji, a im bardziej niebiesko - tym mniejsze. Oznacza to, że dwa statki cumujące w okolicach Antarktydy i Indii leżą na różnych poziomach mimo tego, że oba znajdują się na powierzchni oceanu.



Pomiarami zajmują się satelity LAGEOS, GRACE i GOCE, przy czym ostatnio, najgłośniej zrobiło się o satelicie GOCE.

O ile GRACE zakończy swoją misję w 2015 roku, tak GOCE zgodnie z harmonogramem już zakończyła. Ponieważ jednak satelita dysponuje sporym zapasem paliwa, postanowiono obniżyć jej orbitę i w ten sposób uzyskać jeszcze dokładniejsze pomiary Ziemi oraz zdjęcia o wyższej rozdzielczości. GOCE z każdym dniem jest około 300 metrów bliżej Ziemi i w lutym osiągnie orbitę 235 km.

Pod koniec listopada 2012 roku, dane, które dostarczyła Satelita GOCE pozwoliły opracować najdokładniejszą z dokładnych map grawitacyjnych Ziemi. Gdy porównamy "Ziemniaka poczdamskiego" z jego dzisiejszym odpowiednikiem, widzimy, że pole grawitacyjne Ziemi to nie jest coś co może gwarantować nam spokój i beztroską przyszłość.

fot.ESA

Dane z GOCE są przydatne nie tylko do mapowania pola grawitacyjnego Ziemi, ale także dla geologów, klimatologów, firm naftowych czy jednostek rządowych. Dzięki pomiarom GOCE wiemy co się dzieje pod powierzchnią Ziemi, jak wygląda podziemny ruch lawy i jakie są zmiany w klimacie. Precyzyjny model geoidy jest niezbędny do pomiarów zmian poziomu morza, lądów i dynamiki topnienia lodowców. Pozwala zrozumieć zmiany w polu grawitacyjnym i zrozumieć istotę tego co dzieje się we wnętrzu ziemi: fizyki i dynamiki związanej z działalnością wulkaniczną i nadchodzących trzęsień ziemi.

I pozwala także zrozumieć, że Ziemia wcale nie musi być okrągła :)

A wracając do tamtych lat osmolonych paleniskami w walce o kształt planety. Może każda z walczących stron miała rację? Wszak wszystko zależy tylko od punktu odniesienia.

Dzisiaj wiemy, że to nie Ziemia, ale Wszechświat jest płaski. A skoro kiedyś całym Wszechświatem była Ziemia.. ja ponad miesiąc temu stałam w miejscu, które kilkaset lat temu nazywano "Końcem Świata". Dalej był już tylko płaski, bezkresny ocean.

Trudno było przecież ze skrawków wiedzy pozostawionej przez naszych poprzedników zlepić całość organizacji Universu, do którego nawet teraz nie dotarliśmy. A ponieważ była to wiedza, którą posiedliśmy od mądrzejszych od nas - być może dlatego tak kurczowo broniona była przez jej strażników jako jedynie słuszna?

A przecież mogła być tylko źle zinterpretowana. Bo co do jednego zwaśnione strony się zgadzały: coś się kręciło wokół czegoś :)







Zdjęcia "Poczdamskiego ziemniaka" zrobionego na przestrzeni lat 1995 - 2011 znajdziecie pod tym linkiem

<--- kliknij w obrazek

Najnowszy film pokazujący kształt Ziemi - niestety bez podkładu muzycznego. ESA dostarcza "suchych" animacji :(

<--- Kliknij w obrazek
.



Obejrzyj filmy -->  YOU TUBE

Więcej -->  Salon24















.

Kosmiczni malarze


Działający od 1972 roku program Landsat od 40 lat dostarcza zdjęć i danych, które są wykorzystywane przez naukowców i specjalistów z różnych dziedzin nauki. Przez te 40 lat dokonały się wielkie zmiany na powierzchni naszej planety związane z użytkowaniem gruntów i zasobów naturalnych. Zmiany na lepsze i gorsze. Zmiany pokazujące jak głęboko w naturę sięgnęła nasza cywilizacja i jak głęboko ingeruje w środowisko, w którym egzystuje. Mimo dowodów na postępującą degradację naszej planety i fakt, że powoli zbliżamy się do nieuchronnego końca, to jednak w tym pesymizmie pojawiły się prawdziwe perły.

Wiele z ponad 3 milionów fotografii powstałych w ramach programu Landsat, oprócz informacji stricte naukowych, dostarczyło także wrażeń natury estetycznej. Piękne widoki gór, dolin, lasów, gospodarstw rolnych czy terenów wodnych.

(kliknij w obrazek)


Z okazji 40-lecia istnienia projektu, NASA poprosiła o wybranie pięciu najpiękniejszych ujęć Ziemi z Kosmosu. Ujęć, które bez zastanawiania się, można oprawić w ramy i powiesić na ścianie. Ujęć, które pokazują, że malarstwo to nie tylko pędzel w dłoniach człowieka, ale także pędzel w dłoniach..

No właśnie..

Kogo? Czego? Jakiej siły?







Do piątki zwycięzców zaliczono: widok na przypominające czaszki Jezioro Eyrie w Australii, cięte wiatrem ruchome piaski w Algierii, dorzecze Missisipi, deltę Yukonu i fitoplankton w Gotlandii.




W czasie kilku dni, gdy uwaga całego świata zwrócona była oczami, emocjami i całym swoim sercem na Marsa i Curiosity - dwaj astrofizycy NASA patrzyli w zupełnie innym kierunku. 

Patrzyli na Słońce i jego szaleńcze tańce.  

Satelita Solar Dynamic Observatory, który podobnie jak Landsat dostarcza obrazów non stop – tym razem Słońca, pokazał nam także, że wspomniany już tajemniczy kosmiczny malarz nie zajmuje się tylko malowaniem  i upiększaniem Ziemi.

O ile zdjęcia zdobyte dzięki SDO pomagają astrofizykom w znalezieniu odpowiedzi na pytanie, dlaczego korona Słońca jest tak gorąca (powierzchnia Słońca to tylko 6 tys. stopni Kelvina – korona od powyżej miliona) to dla przeciętnego śmiertelnika najważniejszy jest uzyskany obraz - utworzony dzięki zestawieniu panujących różnic temperatur w koronie słonecznej. 

A obraz ten to prawie Van Gogh :)




I możemy zapytać teraz pół żartem/pół serio: skąd Van Gogh czerpał swoją inspirację lub kto go natchnął do zastosowania techniki malarstwa,której efekt jest tak bardzo zbliżony do malarstwa natury i kosmicznej sztuki? 

Dla przypomnienia zapraszam go Galerii Vincenta van Gogh w ramach Google Art Project :)

(kliknij w obrazek)






Zdjęcia w artykule pochodzą ze strony:  U.S. Geological Survey  oraz   KQED QUEST

Wszystko na temat metody jaką zrobiono artystyczne zdjęcia Słońca znajdują się na stronie Cornell University   ArXiv  (zdjęcia wraz z parametrami znajdują się na samym dole)

Mapa zdjęć Landsat z oflagowanymi miejscami dla ułatwienia poszukiwań:
(kliknij w obrazek)


Obejrzyj filmy na ten temat --->> You Tube






.

Dogonowie


Tak naprawdę nie wiemy skąd się pojawili. W zasadzie nie wiemy o ich pochodzeniu nic oprócz tego, że zostali odkryci w połowie ubiegłego wieku przez francuskiego antropologa. Wiemy za to, że wtedy wiedzieli więcej o Kosmosie niż my i znali obiekty, które my cywilizowani i nowocześni ludzie mieliśmy odkryć dopiero długo długo później.

Dogonowie.

Twierdzą, że pochodzą z Syriusza i są spadkobiercami pierwszych ludzi na Ziemi. W swoich obrzędach i tańcach zataczają koła podobne do ruchu Syriusza A i Syriusza B. Tego ostatniego my znamy od niedawna, a oni mają usadowionego na rytualnej masce od setek lat i nią także zataczają koła. Dogonowie mają jeszcze jedną kosmiczną niespodziankę dla naukowców: mianowicie twierdzą, że istnieje Syriusz C. Tego jednak naukowcy jeszcze nie odkryli więc spokojnie wkładają ich opowieść między bajki.

Naukowcy znani są z tego, że gdy nie znają odpowiedzi na jakieś pytanie to dopasowują pytanie do znanej rzeczywistości. Dlatego by rozwiązać zagadkę ogromnej wiedzy astronomicznej plemienia ukuli teorię, że wszystko co na wpół nadzy Afrykańczycy wiedzą, pochodzi od misjonarzy i naukowców odwiedzających ich tereny. Choć już żaden z nich nie napomknął o czarnej historii murzyńskich plemion, które trafiały na polujących białasów. Te dramatyczne spotkania nie były po to by klarować im układ planet na niebie, ale po to by dostarczyć siłę roboczą na amerykańskie plantacje bawełny.

Tak czy inaczej Dogonowie są wielką tajemnicą podobnie jak i historia starożytna starej Afryki. Zdobytą wiedzę od istot z Syriusza, Dogoni przekazują z pokolenia na pokolenie: mówi ona o tym jak powstała Ziemia, kto ją stworzył, jej miejsce w Układzie Słonecznym, o księżycach Jowisza, pierścieniach Saturna, Drodze Mlecznej i zasadach odzwierciedlenia.

Gdybyśmy posłuchali dogońskich historii okazałoby się, że ich obrzędy są bardzo blisko związane z kosmicznymi prawami. O ile człowiek rodzi się z podwójną duszą i dopiero aktem obrzezania uzyskuje się określoną płeć - tak obrządku tego dokonuje się co sześć lat (cykl zaburzeń przy krążeniu Syriusza B wokół Syriusza A) i kończy się czasem pobierania nauki o tym co Dogon musi wiedzieć by móc w przyszłości przekazać dalej.

Według Dogonów świat jest jeden – nie ma podziałów na świat żywych i umarłych – wszystko jest ciągłością i albo jest się wśród żywych albo dostarcza siły żywym.


Jest jeszcze jeden bardzo ważny aspekt kosmicznych obrzędów Dogonów. Co 60 lat plemię to obchodzi święto Sigui (początek świata i odnowy kosmosu), które następuje w czasie gdy Syriusz pojawia się między dwoma górskimi szczytami. Jest to także związane z układem orbit Jowisza i Saturna. 

W jednej z wiosek na wielkiej ścianie rozwieszone są przedziwne maski wraz z podobiznami dziwnych zwierząt, istot o owalnych głowach z antenkami na ich szczycie czy obiektów zbliżonych do pojazdów kosmicznych. 

W czasie święta Sigui rzeźbi się kolejną wielką maskę, która służy tylko do jednorazowego do rytuału i tylko po to by później przechowywać ją z należnym szacunkiem. 

Niezależnie od posiadanej wiedzy i dogońskiej wersji jej zdobycia, naukowcy doszli do wniosku, że Dogonowie przybyli z Egiptu i było to około 1500 roku. A wiedzę swoją zaczerpnęli od cywilizacji saharyjskiej, która obecnie nie istnieje a podobno kiedyś była. I to tyle co wiedzą naukowcy.


Mimo tego, że można skłonić się do ich tezy o egipskich korzeniach Dogonów gdyż istnieją zbieżności w pochodzeniu dogońskiego boga Ammy i egipskiego Ozyrysa (oboje pochodzili z gwiazdy znajdującej się obok Syriusza) to i tak nie jest to opinia uznawana przez naukowy świat jako „poważna”.

Dogonów to nie interesuje. Prowadzą niezmiennie takie samo życie od lat, nie tęsknią za cywilizacją i nie zamierzają nic w swoim życiu zmieniać. Wiedzą, że wiedza jaką posiadają jest uniwersalna i może ją posiąść każdy współplemieniec, co już czyni to wyjątkowym. 

Ale niezależnie od teorii uznawanych za wiarygodne czy też nie, Dogoni posiadają jeszcze jedną wiedzę, do której my dopiero teraz, wraz z rozwojem technologii, dochodzimy samodzielnie. Otóż według plemiennych wierzeń wydarzenia kosmiczne są odbiciem wydarzeń ziemskich.  Wszystko co dzieje się na ziemi jest wersją mikro zasad i reakcji zachodzących w kosmosie. Funkcjonowanie natury jest niczym innym jak odbiciem życia w kosmosie. Ruch planet porównywany jest do obiegu krwi. Krwioobieg jest porównywalny do łańcucha powiązań w naturze.

Czy nie przypomina nam to rodzącej się w bólach teorii sieci?

Ale o tym następnym razem :)






Galeria zdjęć z G+ której autorem jest Michel Renaudeau --->> tutaj
                                                         lub na stronie Dogonlobi --->> tutaj

                                                             Obejrzyj filmy na --->> YOU TUBE

                                                           Dyskusja jak zawsze --->> Salon 24


Zdjęcia w artykule pochodzą z wolnych zasobów Wiki.en






.

7 minut strachu

 
Jeszcze do niedawna uważano Marsa tylko za siostrzaną planetę Ziemi i najbardziej prawdopodobną do życia. Późniejsze obserwacje raczej to wykluczyły i mówiono tylko o tym, że życie na Marsie mogło w przeszłości być.

Czas przeszły dokonany.

W 1997 roku stacje telewizyjne na świecie transmitowały moment lądowania sondy kosmicznej Pathfinder, która zapoczątkowała penetrację planety przez "ziemskich szpiegów". Pathfinder leciał na Marsa ponad pół roku, a po wylądowaniu, w ciągu dwóch miesięcy -wraz z łazikiem Sojourner- zrobił kilkanaście tysięcy zdjęć.

Po czym zamilkł.

Jego pionierska podróż otworzyła drzwi do kolejnego poznania całej planety i była początkiem wielkiej międzynarodowej misji. Po latach prób, z lepszym lub gorszym skutkiem, archiwa NASA zapełniały się coraz większą ilością zdjęć i pojawiało się coraz więcej znaków zapytania. Sondy marsjańskie przekazywały obraz  planety jakiego naukowcy raczej się nie spodziewali. 


Oprócz rzucającego się w oczy niesamowitego bałaganu na powierzchni, która usiana była kamieniami i niezidentyfikowanymi resztkami czy to skał czy to innych form, zwróciła uwagę także niesamowita geografia terenu. Mars północny jest płaski i gładki zaś południowy chropowaty i usiany górami. Różnica poziomów pomiędzy obiema półkulami wynosi średnio sześć kilometrów.


Mars ma swoje pustynie, kaniony, kanały rzeźbione przez suchy lód, jaskinie, wulkany i potężne kratery. Największy wulkan ma 26 km i równa się trzem ziemskim Everestom. Biorąc pod uwagę fakt, że Mars jest połowę mniejszy od Ziemi –te wysokości mogą być imponujące.


Największy krater ma ponad dwa tysiące średnicy i dziewięć kilometrów głębokości. Przy takim uderzeniu, jeżeli cokolwiek żyło na Marsie, to nie miało już żadnych szans na przeżycie.

Z drugiej strony, analiza danych z Marsa wskazuje na wysoką zawartość dwutlenku węgla co może być –według naukowców z NASA i INP w Arizonie pozostałością po obecności istot żywych sprzed milionów lat.

Czas przeszły.

Aż nieprawdopodobny w skali czasu naszej wyobraźni.





Mars z Ziemi wydaje się mieć kolor ceglasty, w rzeczywistości jednak jest bardziej beżowo szary. Ostatnie zdjęcia pokazują jednak, że i te barwy nie są do końca prawdziwe. A gdy kolejne sondy dostarczały zdjęć z planety naukowcy coraz śmielej stawiali tezę, że życie na Marsie jest bardzo prawdopodobne.

Czas przyszły niedokonany.

I już pojutrze, 6.08 na Marsie wyląduje najnowszy łazik o słodkiej nazwie MSL Curiosity. Wyląduje on w pobliżu równika gdzie według naukowców znajdują się "dowody na istnienie mokrego czasu w historii planety". Zbada zmiany zachodzące na powierzchni i w atmosferze planety, możliwości życia na planecie w przeszłości i przyszłości. MSL wyposażony jest także urządzenie mierzące poziom radiacji co jest początkiem przygotowań do lotów załogowych na Marsa. Loty te planują nie tylko naukowcy, ale także firmy prywatne, z których największy rozgłos zyskała Mars One.

Na razie jednak byłaby to podróż w jedną stronę.

Przy odrobinie pecha opóźni wszystkie plany właśnie Curiosity, który dzięki niedopracowaniu zboczył z orbity. Jego lądowanie ma filmować obecna na orbicie Marsa sonda Odyssey, jednak jeżeli inżynierowie NASA nie skorygują błędu, na 7 minut Curiosity zniknie z wizji i tak naprawdę może zdarzyć się wtedy wszystko. Te kilka minut NASA nazwała „7 minut strachu” ponieważ utrata łazika nie dość, że przyniesie straty finansowe (2.5 mld $) to jeszcze zawróci naukowców do początku tworzenia misji.

Dlatego 7 minut zadecyduje o wszystkim.

Transmisja rozpocznie się wponiedziałek o godz. 06.30 na stronie ESA. Kto zechce ma możliwość obejrzenia lądowania łazika a zarazem najważniejszej misji naukowej ostatnich lat. Musimy pamiętać, że Curiosity nie poleciał by robić zdjęcia Marsa, ale przede wszystkim znaleźć warunki do życia na Marsie.

I to czyni wielką różnicę.



Uzupełnienie tematu znajduje się na podlinkowanych fragmentach tekstu oraz na stronach HiRISECuriosity Rover Landing on Mars, NASA, NASA Photojornual.





Wersja bez zdjęć, ale z dyskusją -->>Salon24





.

Nighttime Lights of the World


NOAA to amerykańska organizacja zajmująca się zbieraniem danych meteorologicznych i ostrzeganiem przed ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi. Oprócz tego prowadzi także działalność naukową, polegającą na zbieraniu danych dotyczących zmian klimatu Ziemi, zmian w jej zagospodarowaniu a także na temat rozwoju regionalnego. Dla przeciętnego śmiertelnika nie jest to zbyt zajmująca wiedza, jednak gdy uzupełniona jest obrazami satelitarnymi, może stać się przebojem na wszystkich kontynentach.


Kilka lat temu furorę robiły nocne zdjęcia Ziemi z kosmosu. Zdjęcia pokazywały nam jak mniej więcej rozwinięte ekonomicznie są kontynenty. Które rejony są najbardziej zaludnione, a które straszą czarną nocą.  Afryka Środkowa i Amazonia czy Syberia przecięta nerwem kolei transsyberyjskiej jasno pokazywały nam, że życie na tych terenach nie należy do najłatwiejszych.



Niewiele osób drążyło dalej historię powstania kolejnych zdjęć, które pokazywały tylko fragment badań NOAA nad tempem rozwoju poszczególnych państw. Zebrane materiały były skalą porównawczą stanu naszej planety z roku 1993 i 2003. Następnie - po nałożeniu na siebie zebranych na przestrzeni lat fotografii satelitarnych - powstały zdjęcia, które obiegły internet pod nazwą Nighttime Lights of the World.


Te były rewelacyjne pod względem kolorystyki choć nie pokazywały realnego widoku naszej planety nocą. Nałożone kolory były właśnie wspomnianą różnicą, która powstała na przestrzeni 10 lat.



I ta różnica napawa optymizmem. O ile niewiele jaśniej jest w Europie czy Ameryce Północnej – to powoli, ale systematycznie jaśnieje targana wojnami Afryka, błyszczą Chiny i Azja południowo-wschodnia. Niezmiennie ciemna pozostaje w dalszym ciągu Australia.



Kolory ciepłe: czerwienie i pomarańcze pokazują najnowszy wzrost czy intensywność rozwoju. W Europie widać to wyraźnie na przykładzie byłej Jugosławii i Irlandii.




Piękny byłby to widok gdyby naprawdę Ziemia mieniła się z lotu ptaka tak kolorowo nie niosąc zarazem zagrożeń. Na szczęście na dla naszej egzystencji - nocą jest biało-żółto-czarna.

I niech tak zostanie :)






Zdjęcia zebrane są z archiwalnych stron NOAA. Pozostałe fotografie satelitarne Ziemi wraz z pełnym opisem znajdują się na tej stronie i tam też możecie obejrzeć jak wyglądała nasza planeta w roku 1993 i 2003.


Podobne zdjęcia znajdują się na stronie NASA.






.

Czarne skutki pięknych zórz



Kilka dni temu, po raz kolejny Słońce wyrzuciło ogromną chmurę naładowanych cząsteczek (patrz animacja poniżej), które ukazały teleskopom najpiękniejszy widok protuberancji wśród wszystkich oglądanych w przeciągu ostatnich lat. O ile astronomowie nie mogą wyjść  z zachwytu nad kolejnym show jakie pokazuje nam Słońce, o tyle naukowcom wcale do śmiechu nie jest. Tym bardziej, że powoli zbliża się moment, który przedstawiciele świata nauki przewidzieli kilka lat temu, publikując swoje spostrzeżenia i przewidywania dotyczące aktywności Słońca w raporcie National Academy of Sciences. 



Raport „Severe Space Weather Events—Understanding Societal and Economic Impacts” opublikowany w styczniu 2009 roku, w największym skrócie przedstawia skutki społeczno-gospodarcze wybuchów na Słońcu, które zaczynają powoli napawać niepokojem, a od końca tego roku i przez rok 2013 kiedy to Słońce będzie bardzo aktywne – bardzo prawdopodobne, że cofną nas w rozwoju o setkę lat.

Dlaczego aż tak dramatyczne konsekwencje mogą nastąpić?

Powód jest prosty. Znamy skutki ekstremalnych zjawisk pogodowych i wiemy jakie problemy niosą wraz z koniecznością odbudowy całej infrastruktury. I ile zajmuje to czasu. Wiemy też jakie problemy społeczne występują na terenach dotkniętych katastrofami naturalnymi. Przykład następstw huraganu Katrina w Teksasie czy trzęsienia ziemi na Haiti pokazał światu najbardziej ponury obraz społeczeństwa pozostawionego samemu sobie.

Dlatego by zapoznać się ze skutkami anomalii kosmicznych i ich wpływem na stabilizację polityczno-społeczno-gospodarczą - w maju 2008 roku spotkali się przedstawiciele rządu USA, przemysłu oraz naukowcy by zastanowić się nad możliwościami złagodzenia i szybkiej odbudowy zniszczonej przez kosmiczną pogodę infrastruktury technicznej. Ponieważ nagle wszyscy zdali sobie sprawę, że bez electicity praktycznie przestajemy żyć.

Ile czasu tak naprawdę potrafimy wytrzymać bez prądu zachowując obecny poziom życia? Co by się stało gdyby jesienią z powodu awarii zapadła ciemność w całym kraju i utrzymała się przynajmniej do lata? Ilu z nas by przeżyło bez ciepła, światła, leków czy jedzenia?

Naukowcy w opublikowanym Raporcie przewidywali, że w tym roku nastąpią kolejne potężne wybuchy na Słońcu, które objawią się pięknymi zorzami na niebie i zdewastują całkowicie sieć energetyczną w Ameryce, pozbawiając prądu całe Wschodnie Wybrzeże w ciągu niecałych dwóch minut. Także pozostawiając sto trzydzieści milionów ludzi na pastwę losu. (link do map) Nie musimy zgadywać, że przy obecnych technologiach - wody w kranie zabraknie bardzo szybko, jedzenie przestanie być zjadliwe, a ludzie zaczną szukać go na ulicy. Będzie zimno, chłodno i ciemno.  Dzisiaj wydaje nam się to śmieszne i nieprawdopodobne, ale czytelnicy będący w moim wieku, na pewno pamiętają cudowne czasy komuny gdy po 18-tej zapadała ciemność. I pamiętają jaki był wysyp niemowlaków w parkach kilka miesięcy później. Niemowlaków, które trzeba było nakarmić, a w sklepach były tylko nagie haki J

Jednak pomijając żarty, dzisiejsza sieć uzależnień i współzależności technicznych powoduje, że współczesne gospodarki są szczególnie narażone na pogodę kosmiczną. Najbardziej znanym skutkiem aktywności Słońca było odcięcie od prądu kilku milionów ludzi w prowincji Quebec w Kanadzie w 1989 roku i pozostawienie ich w oczekiwaniu na dziewięć godzin.

Rozwiązaniem nadchodzących problemów jest niestety tylko wyczekiwanie, obserwacja i gotowość do podjęcia natychmiastowej akcji zapobiegawczej mającej na celu maksymalne zmniejszenie strat. Sondy, które stoją na straży naszego bezpieczeństwa-SOHO, STEREO, ACE czy Wind mogą dostarczyć nam informacji o nadchodzącej fali kilkadziesiąt minut przed jej dotarciem na Ziemię. To „tylko tyle” lub „aż tyle” by wyłączyć krytyczne urządzenia, przewody czy też zabezpieczyć wrażliwe układy elektroniczne.



Oczywiście czarny scenariusz nie musi się spełnić i może być mało prawdopodobny. Ale to, że może być mało prawdopodobny wcale nie oznacza, że się nie stanie. Huragan Katrina czy ostatnia katastrofa w Japonii pokazały, ze żywioł może przyjść z każdej strony i całkiem niespodziewanie. Skoro nie potrafimy przewidzieć tego co może zdarzyć się na Ziemi to tym bardziej powinniśmy uważniej patrzeć w niebo.

Ponieważ stawka jest bardzo wysoka. To cena naszej egzystencji i być może przyszłości następnych pokoleń. Gdyby odbudowa infrastruktury energetycznej trwała rok - trudno nawet sobie wyobrazić kim po roku czasu byśmy się stali zmuszeni do walki o przeżycie.




Przeczytaj także artykuł z lutego: Wybuchy na słońcu   oraz    obejrzyj wideo na You Tube :)


***
Kolorem czerwonym podlinkowane są odnośniki do stron NASA












.

Skojarzenia


Wpadł mi w ręce film o Indiach. Krótki traveler z YT, który przypomniał mi temat jaki chciałam poruszyć przy okazji opublikowania pewnego zdjęcia z NASA. Oczywiście film ma się tak do NASA jak pięść do oka, ale ponieważ w uzasadnionych przypadkach ta kompozycja pasuje idealnie więc napiszę o skojarzeniu pewnego zdjęcia z wzorami na tkaninach indyjskich. 

Szczerze wierzę w istnienie światów pozaziemskich, w istnienie innych cywilizacji, które raz na jakiś czas dają nam impuls do rozwoju i powodują kolejny skok cywilizacyjny. Rzeczą charakterystyczną dla wszystkich znanych nam światów (poprzedzających naszą ówczesną dominację, a które w jakiś szczątkowych formach zachowały się do dzisiaj), jest nieprawdopodobna wiedza dotycząca możliwości hartowania umysłu, kształtowania zdolności paranormalnych i  praw rządzących w kosmosie.

Wiedza zawarta w księgach zapisanych kilka tysięcy lat temu, mimo tego, że dzisiaj traktowana jest tylko jak kanon treści religijnych, powoli odkodowuje swoje tajemnice i powoli kieruje nasz wzrok z nieba w kierunku swojej symboliki. Nietrudno zrozumieć, dlaczego prymitywne rzekomo ludy uzależniały swoje działania od pozycji gwiazd na niebie, a na tantrycznym podłożu powstała skomplikowana teoria mikrowitów.

Hinduskie Wedy są wiedzą nieskończoności, która była,  jest i będzie i która nie była stworzona przez ludzi, ale została objawiona ludziom. Ze względu na to, że szczęśliwymi odbiorcami mądrości wedyjskich byli wieszczowie i poeci - cały ich przekaz zamknął się w symbolice słów, znaków i grafiki.

Naukowcy poprzez coraz doskonalsze teleskopy poznają coraz dalsze zakątki Wszechświata. W mediach pojawiają się graficzne wizualizacje otoczenia naszego Systemu Słonecznego. Ze zdumieniem odkrywamy, że wizualizacje te są uderzająco podobne do reliefów na starożytnych murach czy wzorów na tkaninach noszonych tradycyjnie od tysięcy lat. Zadziwiające zwłaszcza są tradycyjne wzory na hinduskich sari, które dzisiaj kojarzą nam się z samo-podobnym czy może inaczej - nieskończenie subtelnym obiektem, uroczo nazywanym fraktalem.



Poniższe zdjęcia (1) opublikowane przez NASA wzbudziły u mnie natychmiastowe skojarzenia z hinduskimi wzorami (2):

1. Układy Słoneczne



2. Schemat Heliosfery



3. Galaktyki



I na koniec Golden Ratio jako porównanie:


Być może jest to tylko fantazja, a być może w hinduskich deseniach jest ukryta filozofia naszego życia i istnienia. Nie ma chyba bardziej uduchowionej kultury z tak głębokim pojęciem czasu, przeznaczenia i nierozerwalności człowieka z Wszechświatem.
Być może nadejdzie czas, gdy poznanie struktury Wszechświata nie będzie już wymagało wypatrywania czarnego nieba - tylko odkodowania symboliki najstarszych kultur mieszkających na planecie Ziemia.






.


.

.
.
.