"Tysiące lat temu tacy jak Ty czy ja też patrzyli w niebo i też się dziwili. Może nie tak bardzo jak my ponieważ oni – tysiące lat temu - mieli już porysowane niebo gwiazdozbiorami. Każdy kawałek nieba był przynależny do określonej konstelacji, a każde skupisko migoczących punkcików w ich oczach wyglądało jak strzelec, wodnik, skorpion, wóz czy smok.
Dlaczego?
Nigdy się tego nie dowiemy. Tak jak nie dowiemy się dlaczego tysiące lat temu ludzie podstawy swojego istnienia wiązali z niebem i gwiazdami.."
Napisałam te słowa prawie rok temu w Konstelacjach i pytania zawarte w tamtym arcie pozostały bez odpowiedzi. Takie osoby jak ja wierzą, że w takim a nie innym układzie konstelacji jest zawarta historia naszych poprzedników zamieszkujących Ziemię. Dla osób o "chłodnym umyśle" jest to tylko mitologia nie podlegająca większej dyskusji.
Ale mimo wszystko TA mitologia jest podstawą nauczania historii starożytnej.
Niedawno na portalu Universe Today pojawiła sie fotografia Miguela Claro. Zdjęcie zrobiło furorę, może dlatego, że w piękny sposób pokazało Drogę Mleczną widzianą z wybrzeża Portugalii- miliony punkcików świetlnych na niebie, jak rozsypane diamenty.
Ale może zrobiło wrażenie dlatego, że pojawiła się także wersja zdjęcia z nadpisanymi na nim konstelacjami. Tak po prostu, z tych milionów diamencików, poukładano konstelacje tak, jak przekazali nam w spadku starożytni.
Konia z rzędem temu, kto jest w stanie odpowiedzieć dlaczego starożytne ludy wypatrując nieba łączyli te, a nie inne gwiazdy i dopisywali do nich całą historię. Dlaczego nasi poprzednicy, nie będąc tak mądrzy, cywilizowani, nowocześni -tworzyli na niebie świat, którego MY jeszcze nie zrozumieliśmy.
Dopiero teraz widać bardzo dokładnie, że żaden przypadek nie kazał rysować ludziom z maczugami takich gwiazdozbiorów - tak tylko dla fantazji :)
Popatrzcie na oba zdjęcia i pomyślcie: jakie punkty MY łączylibyśmy nie mając żadnej podstawy naukowej do takich "niebiańskich" projektów? Jakie MY byśmy łączyli, gdybyśmy byli zdani tylko i wyłącznie na naszą fantazję?
Tak więc żarty moi kochani się skończyły. Zazwyczaj to w Wigilię albo w Sylwestra robimy rachunek sumienia i zależnie od stopnia szczerości z samym sobą, ustalamy -oko w oko- co przeskrobaliśmy, kto co przeskrobał wobec nas, jaki był nasz udział w tym przeskrobaniu i jak chcemy to zmienić, jeżeli w ogóle chcemy. Kto wyleciał z naszego życia z hukiem, a kto poszedł sobie sam. I czy jesteśmy w związku z tym szczęśliwsi czy też nie.
Ale w tym roku nie musimy czekać aż do 24 grudnia czy też do 1 stycznia. W tym roku, przy odrobinie wyobraźni możemy rozprawić się z naszym życiem już dzisiaj.
Załóżmy, że jutro nigdy nie nadejdzie. Że tomorrow never come. Że morgen kommen nie. Że wiemy to na 100% i że jakimś cudem zdecydowaliśmy, że jednak nie zabijemy z tego powodu sąsiada ani nie obrabujemy pobliskiego sklepu.
Jak wyglądałby nasz ostatni dzień?
Mogłoby się okazać, że wobec braku obowiązków zaczęlibyśmy się potwornie nudzić i samo wyczekiwanie by nas zabiło? A może okazałoby się, że gdyby nie dotychczasowy bat nad głową pod postacią konieczności pracowania i opłacania rachunków – gdyby nie ten banał – to tak naprawdę nie wiemy czego tak naprawdę chcemy i co chcielibyśmy robić gdybyśmy nie musieli nic robić?
A może by się okazało, że jednak doznalibyśmy pomieszania zmysłów i zaczęli robić to co robią ludzie w ostatnich chwilach wobec nadciagającej katastrofy? Zachowywalibyśmy się jak szaleńcy kradnąc ze sklepów lodówki, pralki, telewizory choć tylko Bóg jeden wie po co.
Może robilibyśmy to tylko po to by czas szybciej płynął bo czekanie na śmierć jest przecież najgorsze..
Jak wyglądałby Wasz czwartek na kilkanaście godzin przed końcem świata?
A teraz pomyślcie, że piątek 22.12.12 jednak nadszedł. Nie zmył Ziemi z powierzchni ziemi ani nie wyciął rodu ludzkiego do ostatniego korzenia. Dostaliśmy nową szansę, nowe życie i zaczynamy od nowa.
Czy pamiętalibyśmy o czwartkowych rozterkach i rachunkach sumienia? Czy pomyślelibyśmy: ok, od teraz będzie inaczej, lepiej i przyjaźniej dla wszystkich?
Jak wyglądałaby sobota the day after?
________
Oczywiście na Ziemię nic nie spadnie. Oczywiście Pan Bóg wie, że są różne strefy czasowe na planecie i trudno pacnąć tego samego dnia we wszystkich - tak się Ziemianie zabezpieczyli przed ewentualnym srogim spojrzeniem Stwórcy.
Oczywiście na wszelki wypadek teleskopy skierowane są w niebo i możemy popatrzeć wraz z astronomami na wszystko co przelatuje obok Ziemi i przynajmniej wyobrazić sobie co by był gdyby.. Oczywiście to nie pierwszy i nie ostatni „koniec świata” jaki może nadejść. Kiedyś i tak nadejdzie ponieważ nic nie trwa wiecznie i zawsze nadchodzi kres.
A my jesteśmy tego żywym dowodem i codziennie się o tym przekonujemy.
Więc może warto zastanowić się jutro „co by było gdyby..”. Może nas olśni, może dotrze do naszej świadomości, że życie jest największym darem i cudem. I warto je przeżyć dobrze. Po to by kiedyś, w ostatnim dniu, nie bać się i nie żałować, że „wszystko przecież mogło być inaczej..”
Ziemia jest okrągła. Wszyscy to dzisiaj wiemy, choć podobno są tacy, którzy twierdzą, że jest płaska.
Kiedyś o okrągłość Ziemi toczyła się walka na stosy i płomienie. Także kiedyś, mimo tego, że brakowało już chętnych na stos – ci, którzy kwestionowali okrągłość naszej planety, nagle dali sobie spokój z obstawaniem przy swoim.
Dlaczego?
Tak serio, to niewielu z nas to wie. Wszak Koperników było pełno co krok, ale chętnych do zachwycania się wiedzą o zmianie kształtu Ziemi - niewielu. Ale mimo to, ustalono, że okey - teraz mówimy, że Ziemia to kulka, a tych ze stosu zrehabilitujemy pośmiertnie.
Więc co teraz będzie gdy ja wam powiem, że Ziemia wcale nie jest okrągła?
Powiecie: wielkie halo bo nie jest, raczej przypomina dobrze pacniętą kulkę.
A jeżeli się uprę i powiem, że Ziemia wygląda jak ziemniak?
To racjonaliści przygotują dla mnie stos. Ale ja na nim nie polegnę.
__________
Gdybyśmy popatrzyli na Ziemię nie jak na niebieską kulkę z elementami zielonymi, tak jak przedstawia to NASA, tylko jak na kulkę targaną zmianami pola grawitacyjnego – to właśnie w tej perspektywie nasza planeta przypomina ziemniak. "Ziemniak poczdamskiej grawitacji" - bo tak uroczą nazwę dostały pierwsze geoidy Ziemi będące pionierskimi ujęciami planety z punktu widzenia grawitacji.
Modelowanie obrazu pola grawitacyjnego Ziemi dokonywane jest poprzez sezonowe wahania bilansu wodnego na kontynentach lub też poprzez pomiary topniejących lodowców na wskutek zmian klimatycznych. Ale przede wszystkim pomiary te, dzięki satelitom dokonywane są także w niedostępnych i trudnych do badania obszarach Ziemi: w Afryce Środkowej, w Himalajach czy też w bezmiarze czeluści oceanów. Im bardziej żółto i czerwono tym większe oddziaływanie sił grawitacji, a im bardziej niebiesko - tym mniejsze. Oznacza to, że dwa statki cumujące w okolicach Antarktydy i Indii leżą na różnych poziomach mimo tego, że oba znajdują się na powierzchni oceanu.
Pomiarami zajmują się satelity LAGEOS, GRACE i GOCE, przy czym ostatnio, najgłośniej zrobiło się o satelicie GOCE.
O ile GRACE zakończy swoją misję w 2015 roku, tak GOCE zgodnie z harmonogramem już zakończyła. Ponieważ jednak satelita dysponuje sporym zapasem paliwa, postanowiono obniżyć jej orbitę i w ten sposób uzyskać jeszcze dokładniejsze pomiary Ziemi oraz zdjęcia o wyższej rozdzielczości. GOCE z każdym dniem jest około 300 metrów bliżej Ziemi i w lutym osiągnie orbitę 235 km.
Pod koniec listopada 2012 roku, dane, które dostarczyła Satelita GOCE pozwoliły opracować najdokładniejszą z dokładnych map grawitacyjnych Ziemi. Gdy porównamy "Ziemniaka poczdamskiego" z jego dzisiejszym odpowiednikiem, widzimy, że pole grawitacyjne Ziemi to nie jest coś co może gwarantować nam spokój i beztroską przyszłość.
Dane z GOCE są przydatne nie tylko do mapowania pola grawitacyjnego Ziemi, ale także dla geologów, klimatologów, firm naftowych czy jednostek rządowych. Dzięki pomiarom GOCE wiemy co się dzieje pod powierzchnią Ziemi, jak wygląda podziemny ruch lawy i jakie są zmiany w klimacie. Precyzyjny model geoidy jest niezbędny do pomiarów zmian poziomu morza, lądów i dynamiki topnienia lodowców. Pozwala zrozumieć zmiany w polu grawitacyjnym i zrozumieć istotę tego co dzieje się we wnętrzu ziemi: fizyki i dynamiki związanej z działalnością wulkaniczną i nadchodzących trzęsień ziemi.
I pozwala także zrozumieć, że Ziemia wcale nie musi być okrągła :)
A wracając do tamtych lat osmolonych paleniskami w walce o kształt planety. Może każda z walczących stron miała rację? Wszak wszystko zależy tylko od punktu odniesienia.
Dzisiaj wiemy, że to nie Ziemia, ale Wszechświat jest płaski. A skoro kiedyś całym Wszechświatem była Ziemia.. ja ponad miesiąc temu stałam w miejscu, które kilkaset lat temu nazywano "Końcem Świata". Dalej był już tylko płaski, bezkresny ocean.
Trudno było przecież ze skrawków wiedzy pozostawionej przez naszych poprzedników zlepić całość organizacji Universu, do którego nawet teraz nie dotarliśmy. A ponieważ była to wiedza, którą posiedliśmy od mądrzejszych od nas - być może dlatego tak kurczowo broniona była przez jej strażników jako jedynie słuszna?
A przecież mogła być tylko źle zinterpretowana. Bo co do jednego zwaśnione strony się zgadzały: coś się kręciło wokół czegoś :)
Zdjęcia "Poczdamskiego ziemniaka" zrobionego na przestrzeni lat 1995 - 2011 znajdziecie pod tym linkiem
<---kliknij w obrazek
Najnowszy film pokazujący kształt Ziemi - niestety bez podkładu muzycznego. ESA dostarcza "suchych" animacji :(
Działający od 1972 roku program
Landsat od 40 lat dostarcza zdjęć i danych, które są wykorzystywane przez
naukowców i specjalistów z różnych dziedzin nauki. Przez te 40 lat dokonały się
wielkie zmiany na powierzchni naszej planety związane z użytkowaniem gruntów i
zasobów naturalnych. Zmiany na lepsze i gorsze. Zmiany pokazujące jak głęboko w
naturę sięgnęła nasza cywilizacja i jak głęboko ingeruje w środowisko, w
którym egzystuje. Mimo dowodów na postępującą degradację naszej planety i fakt,
że powoli zbliżamy się do nieuchronnego końca, to jednak w tym pesymizmie
pojawiły się prawdziwe perły.
Wiele z ponad 3 milionów
fotografii powstałych w ramach programu Landsat, oprócz informacji stricte naukowych,
dostarczyło także wrażeń natury estetycznej. Piękne widoki gór, dolin, lasów,
gospodarstw rolnych czy terenów wodnych.
(kliknij w obrazek)
Z okazji 40-lecia istnienia projektu, NASA
poprosiła o wybranie pięciu najpiękniejszych ujęć Ziemi z Kosmosu. Ujęć, które
bez zastanawiania się, można oprawić w ramy i powiesić na ścianie. Ujęć, które
pokazują, że malarstwo to nie tylko pędzel w dłoniach człowieka, ale także
pędzel w dłoniach..
No właśnie..
Kogo? Czego? Jakiej siły?
Do piątki zwycięzców zaliczono: widok na przypominające czaszki Jezioro Eyrie w Australii, cięte wiatrem ruchome
piaski w Algierii, dorzecze Missisipi, deltę Yukonu i fitoplankton w Gotlandii.
W czasie kilku dni, gdy uwaga całego
świata zwrócona była oczami, emocjami i całym swoim sercem na Marsa i Curiosity - dwaj astrofizycy NASA patrzyli w zupełnie innym kierunku.
Patrzyli na Słońce i jego
szaleńcze tańce.
Satelita Solar Dynamic Observatory, który podobnie
jak Landsat dostarcza obrazów non stop – tym razem Słońca, pokazał nam także,
że wspomniany już tajemniczy kosmiczny malarz nie zajmuje się tylko malowaniem i upiększaniem Ziemi.
O ile zdjęcia zdobyte dzięki SDO
pomagają astrofizykom w znalezieniu odpowiedzi na pytanie, dlaczego korona Słońca jest tak gorąca
(powierzchnia Słońca to tylko 6 tys. stopni Kelvina – korona od powyżej miliona)
to dla przeciętnego śmiertelnika najważniejszy jest uzyskany obraz - utworzony dzięki zestawieniu panujących różnic temperatur w koronie słonecznej.
A obraz ten to prawie Van Gogh :)
I możemy zapytać teraz pół żartem/pół serio: skąd Van
Gogh czerpał swoją inspirację lub kto go natchnął do zastosowania techniki malarstwa,której efekt jest tak bardzo zbliżony do malarstwa natury i kosmicznej sztuki?
Dla przypomnienia zapraszam go Galerii Vincenta van Gogh w ramach Google Art Project :)
Wszystko na temat metody jaką zrobiono artystyczne zdjęcia Słońca znajdują się na stronie Cornell University ArXiv(zdjęcia wraz z parametrami znajdują się na samym dole)
Mapa zdjęć Landsat z oflagowanymi miejscami dla ułatwienia poszukiwań: (kliknij w obrazek)
Jeszcze do niedawna uważano Marsa tylko za siostrzaną planetę Ziemi i najbardziej prawdopodobną do życia. Późniejsze
obserwacje raczej to wykluczyły i mówiono tylko o tym, że życie na Marsie mogło
w przeszłości być.
Czas przeszły dokonany.
W 1997 roku stacje telewizyjne na
świecie transmitowały moment lądowania sondy kosmicznej Pathfinder, która
zapoczątkowała penetrację planety przez "ziemskich szpiegów". Pathfinder leciał
na Marsa ponad pół roku, a po wylądowaniu, w ciągu dwóch miesięcy -wraz z
łazikiem Sojourner- zrobił kilkanaście tysięcy zdjęć.
Po czym zamilkł.
Jego pionierska podróż otworzyła
drzwi do kolejnego poznania całej planety i była początkiem wielkiej międzynarodowej
misji. Po latach prób, z lepszym lub gorszym skutkiem, archiwa NASA zapełniały
się coraz większą ilością zdjęć i pojawiało się coraz więcej znaków zapytania.
Sondy marsjańskie przekazywały obraz planety
jakiego naukowcy raczej się nie spodziewali.
Oprócz rzucającego się w oczy niesamowitego
bałaganu na powierzchni, która usiana była kamieniami i niezidentyfikowanymi resztkami czy to skał czy to innych form, zwróciła uwagę także niesamowita
geografia terenu. Mars północny jest płaski i gładki zaś południowy chropowaty
i usiany górami. Różnica poziomów pomiędzy obiema półkulami wynosi średnio
sześć kilometrów.
Największy krater ma ponad dwa tysiące
średnicy i dziewięć kilometrów głębokości. Przy takim uderzeniu, jeżeli
cokolwiek żyło na Marsie, to nie miało już żadnych szans na przeżycie.
Z drugiej
strony, analiza danych z Marsa wskazuje na wysoką zawartość dwutlenku węgla
co może być –według naukowców z NASA i INP w Arizonie pozostałością po
obecności istot żywych sprzed milionów lat.
Czas przeszły.
Aż nieprawdopodobny w skali czasu
naszej wyobraźni.
Mars z Ziemi wydaje się mieć
kolor ceglasty, w rzeczywistości jednak jest bardziej beżowo szary. Ostatnie
zdjęcia pokazują jednak, że i te barwy nie są do końca prawdziwe. A gdy kolejne
sondy dostarczały zdjęć z planety naukowcy coraz śmielej stawiali tezę, że
życie na Marsie jest bardzo prawdopodobne.
Czas przyszły niedokonany.
I już pojutrze, 6.08 na Marsie wyląduje
najnowszy łazik o słodkiej nazwie MSL Curiosity. Wyląduje on w pobliżu równika
gdzie według naukowców znajdują się "dowody na istnienie mokrego czasu w
historii planety". Zbada zmiany zachodzące na powierzchni i w atmosferze planety,
możliwości życia na planecie w przeszłości i przyszłości. MSL wyposażony jest
także urządzenie mierzące poziom radiacji co jest początkiem przygotowań do
lotów załogowych na Marsa. Loty te planują nie tylko naukowcy, ale także firmy
prywatne, z których największy rozgłos zyskała Mars One.
Na razie jednak byłaby to podróż
w jedną stronę.
Przy odrobinie pecha opóźni wszystkie plany właśnie Curiosity, który dzięki niedopracowaniu zboczył z orbity. Jego
lądowanie ma filmować obecna na orbicie Marsa sonda Odyssey, jednak jeżeli
inżynierowie NASA nie skorygują błędu, na 7 minut Curiosity zniknie z wizji i
tak naprawdę może zdarzyć się wtedy wszystko. Te kilka minut NASA nazwała „7 minut
strachu” ponieważ utrata łazika nie dość, że przyniesie straty finansowe
(2.5 mld $) to jeszcze zawróci naukowców do początku tworzenia misji.
Dlatego 7 minut zadecyduje o
wszystkim.
Transmisja rozpocznie się wponiedziałek o godz. 06.30 na stronie ESA.Kto zechce ma możliwość obejrzenia
lądowania łazika a zarazem najważniejszej misji naukowej ostatnich lat. Musimy
pamiętać, że Curiosity nie poleciał by robić zdjęcia Marsa, ale przede wszystkim
znaleźć warunki do życia na Marsie.
Małe migające punkty przypadkiem porozrzucane
na czarnym aksamicie, które zawsze były-są-będą. Nawet wtedy gdy ciebie już nie
będzie. Patrzysz w niebo i zastanawiasz się – jak to możliwe, że cały kosmos
jest tak zmyślnie poukładany, że Ziemia wraz z kilkoma innymi planetami krąży
wokół Słońca trzymana jakąś magiczną siłą w tej bezkresnej przestrzeni bez dna.
A słońce wraz z planetami krąży wokół centrum galaktyki, a galaktyka wraz z
całą masą miliardów innych słońc krąży..
I tak dalej.
(kiliknij w obrazek i zachwyć się..)
Tysiące lat temu tacy jak Ty czy
ja też patrzyli w niebo i też się dziwili. Może nie tak bardzo jak my ponieważ
oni – tysiące lat temu - mieli już porysowane niebo gwiazdozbiorami. Każdy
kawałek nieba był przynależny do określonej konstelacji, a każde skupisko
migoczących punkcików w ich oczach wyglądało jak strzelec, wodnik, skorpion,
wóz czy smok.
Dlaczego?
Nigdy się tego nie dowiemy. Tak
jak nie dowiemy się dlaczego tysiące lat temu ludzie podstawy swojego istnienia
wiązali z niebem i gwiazdami. Pewnie nigdy też nie dowiemy się skąd wzięły się
historie o walkach bogów na Olimpie, ani dlaczego Zeus przeniósł Plejady właśnie
na nieboskłon. Dlaczego Marduk z zabitej Tiamat stworzył Ziemię i Niebo i dlaczego
cała historia każdej starożytnych kultur ma swoje korzenie gdzieś w kosmosie.
(kliknij w obrazek i pomyśl..)
Wszystko co działo się w tamtych
odległych czasach a co poruszało wyobraźnię zwykłych mieszkańców toczyło się
gdzieś na niebie. Dzisiaj nawiązując kontakt z plemionami, nazywanymi przez nas
„dzikimi” - ze zdumieniem stwierdzamy, że nie znając matematyki, fizyki i
astronomii i tak wiedzą co jest na górze i jakie zagrożenie to coś ze sobą
niesie.
Czy przy naszej, bardzo
rozwiniętej wyobraźni wpadlibyśmy na pomysł żeby z kilku gwiazd na niebie
uformować Oriona, Skorpiona lub inne postaci i na tej podstawie wymyślać historie
powstania świata, wymyślać historie, które będą miały wielki wpływ na nasze
życie i przetrwają jako mit dla następnych pokoleń?
Chyba nie..
Jaki jest sens opowiadania "wymyślonych" historii następnym generacjom i tworzenie z nich dwa tysiące lat później
wymaganej wiedzy w szkołach? Ile znamy mitów ze starożytnej Grecji czy Rzymu a
ile bliższych naszemu sercu mitów Słowian?
Można pytać bez końca albo można
zapytać czy w tych mitycznych postaciach nie jest ukryta prawdziwa historia naszego istnienia. Z zadziwiającym podobieństwem stare kultury - niezależnie od
nazewnictwa jakim operowały - pokazują nam świat, który nawet dzisiaj, po
odkodowaniu przez naukowców i dopasowaniu do stanu dzisiejszej wiedzy -
znacznie przekraczałby granice naszej wyobraźni.
Możemy wyobrazić sobie katastrofy
w kosmosie, ale już trudniej nam będzie zrozumieć kto miałby być świadkiem
kolizji dwóch planet dzięki której powstała Ziemia i Księżyc (wspomniany
wcześniej mit o Marduku i Tiamiat). Jak wielki, potężny i zaludniony musiałby
być Universe, który odnotowałby to zdarzenie jako element historii do dalszego
przekazania?
Możemy patrzeć na Oriona i
uwierzyć nawet, że kiedyś chciał zabić wszystkie zwierzęta na Ziemi, ale jakaż
musiałaby to być siła zdolna do zrobienia czegoś takiego? Z drugiej strony Gaja
wysłała coś równie potężnego - Skorpiona, który zażegnał nieszczęście.. Skorpion i Orion zajmują dzisiaj dwie przeciwne strony nieboskłonu, a mimo to w starych przekazach Indian jest wzmianka, że grzmot dochodzący z
konstelacji Oriona i tak przyniesie nieszczęście dla Ziemi..
Możemy także zrozumieć, że grecki
bóg wysłał siedem sióstr na firmament nieba, ale trochę dziwi, że bóg hebrajski
zrobił to samo i oboje zrobili to właśnie z Plejadami. Gdzie Rzym a gdzie Krym?
A mimo to bohaterki te same J
I możemy zastanawiać się pytając:
skoro stare cywilizacje następowały po sobie albo istniały równolegle nie mając
(zgodnie ze stanem dzisiejszej wiedzy) ze sobą kontaktu, to jak mamy
wytłumaczyć to zgodne wypatrywanie nieba i dzielenie go na części wraz z określoną
historią dla każdej z nich?
Utworzone gwiazdozbiory i ich nazewnictwo kryją w
sobie schemat dzięki któremu można je dzielić na około sześć grup tematycznych
i nikt jeszcze nie dotarł do wiedzy dlaczego taki a nie inny porządek panuje na
nocnym niebie i dlaczego poszczególne mityczne historie na to niebo trafiły.
A my, w tym konstelacyjnym porządku niczego nawet nie zmieniliśmy przyjmując to co ustalono tysiące lat temu za podstawę naszej wiedzy i naszego poznania.
Trzymając się kurczowo teorii
ewolucji założyliśmy, że jesteśmy najbardziej rozwiniętą cywilizacją i najinteligentniejszym dwunożnym gatunkiem choć do tej pory nie odpowiedzieliśmy sobie na pytanie „kim tak naprawdę jesteśmy”. Ale skąd mamy znać odpowiedź skoro nie wiemy gdzie są nasze korzenie i
skąd pochodzimy. Możemy łączyć jedną nicią wszystkie znane nam cywilizacje jakie
mieszkały na naszej planecie, ale i tak wiemy, że jest to sztuczna więź nie
wynikająca z pokrewieństwa.
Może tylko z okoliczności i przypadków jakie
po sobie następowały..
Jestem uzbrojona w aparat fotograficzny, lornetę astronomiczną i na wszelki wypadek w teleskop. I oczywiście odczarowuję pogodę, ponieważ w moją stronę zmierzają nie tylko koronalne wyrzuty masy energii słonecznej, ale także ciężkie, czarne chmury, które złośliwie planują uniemożliwienie mi oglądania zjawiska zorzy polarnej w centrum Europy.
Aby zarysować co tak bardzo mnie frapuje dzisiejszej nocy, przedstawię najpierw symulację dostępną na iswa.gsfc.nasa, która pokazuje możliwy zasięg fali uderzeniowej po wczorajszym wybuchu na słońcu.
Dzięki temu, nad północnym horyzontem będzie możliwe obejrzenie zorzy polarnej, a przy okazji czas na zastanowienie się jaki wpływ tak silne i ostatnio dość częste wybuchy na słońcu, mogą mieć na stabilizację ziemskiego pola magnetycznego.
Cokolwiek nie powiedzieć, mamy w końcu rok 2012 ;)
W związku z tymi niezwykłymi
wydarzeniami i śledzeniem przez teleskopy i sondy kierunku drogi fali plazmy,
oczom astronomów ukazał się obiekt o wielkości planety znajdujący się w
okolicach Merkurego. Ponieważ nagranie pokazały media na całym świecie i
zrodziła się masa spekulacji - NASA wystosowała oświadczenie, w którym napisała,
że jasno święcący obiekt jest błędem nakładania zdjęć.
Wytłumaczenie tak banalne, że aż
trudno w nie uwierzyć, ale podobno bagatelizowanie jest najlepszym sposobem na
zamknięcie każdej dyskusji.
Gdyby jednak ktoś chciał poszperać to zapraszam na tą stronę (kliknij) :)