"Tysiące lat temu tacy jak Ty czy ja też patrzyli w niebo i też się dziwili. Może nie tak bardzo jak my ponieważ oni – tysiące lat temu - mieli już porysowane niebo gwiazdozbiorami. Każdy kawałek nieba był przynależny do określonej konstelacji, a każde skupisko migoczących punkcików w ich oczach wyglądało jak strzelec, wodnik, skorpion, wóz czy smok.
Dlaczego?
Nigdy się tego nie dowiemy. Tak jak nie dowiemy się dlaczego tysiące lat temu ludzie podstawy swojego istnienia wiązali z niebem i gwiazdami.."
Napisałam te słowa prawie rok temu w Konstelacjach i pytania zawarte w tamtym arcie pozostały bez odpowiedzi. Takie osoby jak ja wierzą, że w takim a nie innym układzie konstelacji jest zawarta historia naszych poprzedników zamieszkujących Ziemię. Dla osób o "chłodnym umyśle" jest to tylko mitologia nie podlegająca większej dyskusji.
Ale mimo wszystko TA mitologia jest podstawą nauczania historii starożytnej.
Niedawno na portalu Universe Today pojawiła sie fotografia Miguela Claro. Zdjęcie zrobiło furorę, może dlatego, że w piękny sposób pokazało Drogę Mleczną widzianą z wybrzeża Portugalii- miliony punkcików świetlnych na niebie, jak rozsypane diamenty.
Ale może zrobiło wrażenie dlatego, że pojawiła się także wersja zdjęcia z nadpisanymi na nim konstelacjami. Tak po prostu, z tych milionów diamencików, poukładano konstelacje tak, jak przekazali nam w spadku starożytni.
Konia z rzędem temu, kto jest w stanie odpowiedzieć dlaczego starożytne ludy wypatrując nieba łączyli te, a nie inne gwiazdy i dopisywali do nich całą historię. Dlaczego nasi poprzednicy, nie będąc tak mądrzy, cywilizowani, nowocześni -tworzyli na niebie świat, którego MY jeszcze nie zrozumieliśmy.
Dopiero teraz widać bardzo dokładnie, że żaden przypadek nie kazał rysować ludziom z maczugami takich gwiazdozbiorów - tak tylko dla fantazji :)
Popatrzcie na oba zdjęcia i pomyślcie: jakie punkty MY łączylibyśmy nie mając żadnej podstawy naukowej do takich "niebiańskich" projektów? Jakie MY byśmy łączyli, gdybyśmy byli zdani tylko i wyłącznie na naszą fantazję?
Tak naprawdę nie wiemy skąd się
pojawili. W zasadzie nie wiemy o ich pochodzeniu nic oprócz tego, że zostali
odkryci w połowie ubiegłego wieku przez francuskiego antropologa. Wiemy za to,
że wtedy wiedzieli więcej o Kosmosie niż my i znali obiekty, które my
cywilizowani i nowocześni ludzie mieliśmy odkryć dopiero długo długo później.
Dogonowie.
Twierdzą, że pochodzą z Syriusza
i są spadkobiercami pierwszych ludzi na Ziemi. W swoich obrzędach i tańcach
zataczają koła podobne do ruchu Syriusza A i Syriusza B. Tego ostatniego my
znamy od niedawna, a oni mają usadowionego na rytualnej masce od setek lat i nią
także zataczają koła. Dogonowie mają jeszcze jedną kosmiczną niespodziankę dla
naukowców: mianowicie twierdzą, że istnieje Syriusz C. Tego jednak naukowcy
jeszcze nie odkryli więc spokojnie wkładają ich opowieść między bajki.
Naukowcy znani są z tego, że gdy
nie znają odpowiedzi na jakieś pytanie to dopasowują pytanie do znanej
rzeczywistości. Dlatego by rozwiązać zagadkę ogromnej wiedzy astronomicznej
plemienia ukuli teorię, że wszystko co na wpół nadzy Afrykańczycy wiedzą,
pochodzi od misjonarzy i naukowców odwiedzających ich tereny. Choć już żaden z
nich nie napomknął o czarnej historii murzyńskich plemion, które trafiały na
polujących białasów. Te dramatyczne spotkania nie były po to by klarować im
układ planet na niebie, ale po to by dostarczyć siłę roboczą na amerykańskie
plantacje bawełny.
Tak czy inaczej Dogonowie są
wielką tajemnicą podobnie jak i historia starożytna starej Afryki. Zdobytą wiedzę
od istot z Syriusza, Dogoni przekazują z pokolenia na pokolenie: mówi ona o tym
jak powstała Ziemia, kto ją stworzył, jej miejsce w Układzie Słonecznym, o
księżycach Jowisza, pierścieniach Saturna, Drodze Mlecznej i zasadach
odzwierciedlenia.
Gdybyśmy posłuchali dogońskich historii
okazałoby się, że ich obrzędy są bardzo blisko związane z kosmicznymi prawami.
O ile człowiek rodzi się z podwójną duszą i dopiero aktem obrzezania uzyskuje
się określoną płeć - tak obrządku tego dokonuje się co sześć lat (cykl zaburzeń
przy krążeniu Syriusza B wokół Syriusza A) i kończy się czasem pobierania nauki
o tym co Dogon musi wiedzieć by móc w przyszłości przekazać dalej.
Według Dogonów świat jest jeden –
nie ma podziałów na świat żywych i umarłych – wszystko jest ciągłością i albo
jest się wśród żywych albo dostarcza siły żywym.
Jest jeszcze jeden bardzo ważny
aspekt kosmicznych obrzędów Dogonów. Co 60 lat plemię to obchodzi święto Sigui
(początek świata i odnowy kosmosu), które następuje w czasie gdy Syriusz pojawia się między dwoma górskimi szczytami. Jest to także związane z układem orbit Jowisza i Saturna.
W jednej z wiosek na wielkiej ścianie rozwieszone
są przedziwne maski wraz z podobiznami dziwnych zwierząt, istot o owalnych głowach z antenkami na ich szczycie czy obiektów zbliżonych do pojazdów kosmicznych.
W czasie święta Sigui
rzeźbi się kolejną wielką maskę, która służy tylko do jednorazowego do rytuału i tylko po to by później przechowywać ją z
należnym szacunkiem.
Niezależnie od posiadanej wiedzy
i dogońskiej wersji jej zdobycia, naukowcy doszli do wniosku, że Dogonowie przybyli
z Egiptu i było to około 1500 roku. A wiedzę swoją zaczerpnęli od cywilizacji
saharyjskiej, która obecnie nie istnieje a podobno kiedyś była. I to tyle co
wiedzą naukowcy.
Mimo tego, że można skłonić się
do ich tezy o egipskich korzeniach Dogonów gdyż istnieją zbieżności w
pochodzeniu dogońskiego boga Ammy i egipskiego Ozyrysa (oboje pochodzili z
gwiazdy znajdującej się obok Syriusza) to i tak nie jest to opinia uznawana przez
naukowy świat jako „poważna”.
Dogonów to nie interesuje. Prowadzą niezmiennie takie samo życie od lat, nie tęsknią za cywilizacją i nie zamierzają nic w swoim życiu zmieniać. Wiedzą, że wiedza jaką posiadają jest uniwersalna i może ją posiąść każdy współplemieniec, co już czyni to wyjątkowym.
Ale niezależnie od teorii
uznawanych za wiarygodne czy też nie, Dogoni posiadają jeszcze jedną wiedzę, do
której my dopiero teraz, wraz z rozwojem technologii, dochodzimy samodzielnie.
Otóż według plemiennych wierzeń wydarzenia kosmiczne są odbiciem wydarzeń
ziemskich. Wszystko co dzieje się na
ziemi jest wersją mikro zasad i reakcji zachodzących w kosmosie. Funkcjonowanie
natury jest niczym innym jak odbiciem życia w kosmosie. Ruch planet porównywany
jest do obiegu krwi. Krwioobieg jest porównywalny do łańcucha powiązań w
naturze.
Czy nie przypomina nam to
rodzącej się w bólach teorii sieci?
Ale o tym następnym razem :)
Galeria zdjęć z G+ której autorem jest Michel Renaudeau --->> tutaj
Małe migające punkty przypadkiem porozrzucane
na czarnym aksamicie, które zawsze były-są-będą. Nawet wtedy gdy ciebie już nie
będzie. Patrzysz w niebo i zastanawiasz się – jak to możliwe, że cały kosmos
jest tak zmyślnie poukładany, że Ziemia wraz z kilkoma innymi planetami krąży
wokół Słońca trzymana jakąś magiczną siłą w tej bezkresnej przestrzeni bez dna.
A słońce wraz z planetami krąży wokół centrum galaktyki, a galaktyka wraz z
całą masą miliardów innych słońc krąży..
I tak dalej.
(kiliknij w obrazek i zachwyć się..)
Tysiące lat temu tacy jak Ty czy
ja też patrzyli w niebo i też się dziwili. Może nie tak bardzo jak my ponieważ
oni – tysiące lat temu - mieli już porysowane niebo gwiazdozbiorami. Każdy
kawałek nieba był przynależny do określonej konstelacji, a każde skupisko
migoczących punkcików w ich oczach wyglądało jak strzelec, wodnik, skorpion,
wóz czy smok.
Dlaczego?
Nigdy się tego nie dowiemy. Tak
jak nie dowiemy się dlaczego tysiące lat temu ludzie podstawy swojego istnienia
wiązali z niebem i gwiazdami. Pewnie nigdy też nie dowiemy się skąd wzięły się
historie o walkach bogów na Olimpie, ani dlaczego Zeus przeniósł Plejady właśnie
na nieboskłon. Dlaczego Marduk z zabitej Tiamat stworzył Ziemię i Niebo i dlaczego
cała historia każdej starożytnych kultur ma swoje korzenie gdzieś w kosmosie.
(kliknij w obrazek i pomyśl..)
Wszystko co działo się w tamtych
odległych czasach a co poruszało wyobraźnię zwykłych mieszkańców toczyło się
gdzieś na niebie. Dzisiaj nawiązując kontakt z plemionami, nazywanymi przez nas
„dzikimi” - ze zdumieniem stwierdzamy, że nie znając matematyki, fizyki i
astronomii i tak wiedzą co jest na górze i jakie zagrożenie to coś ze sobą
niesie.
Czy przy naszej, bardzo
rozwiniętej wyobraźni wpadlibyśmy na pomysł żeby z kilku gwiazd na niebie
uformować Oriona, Skorpiona lub inne postaci i na tej podstawie wymyślać historie
powstania świata, wymyślać historie, które będą miały wielki wpływ na nasze
życie i przetrwają jako mit dla następnych pokoleń?
Chyba nie..
Jaki jest sens opowiadania "wymyślonych" historii następnym generacjom i tworzenie z nich dwa tysiące lat później
wymaganej wiedzy w szkołach? Ile znamy mitów ze starożytnej Grecji czy Rzymu a
ile bliższych naszemu sercu mitów Słowian?
Można pytać bez końca albo można
zapytać czy w tych mitycznych postaciach nie jest ukryta prawdziwa historia naszego istnienia. Z zadziwiającym podobieństwem stare kultury - niezależnie od
nazewnictwa jakim operowały - pokazują nam świat, który nawet dzisiaj, po
odkodowaniu przez naukowców i dopasowaniu do stanu dzisiejszej wiedzy -
znacznie przekraczałby granice naszej wyobraźni.
Możemy wyobrazić sobie katastrofy
w kosmosie, ale już trudniej nam będzie zrozumieć kto miałby być świadkiem
kolizji dwóch planet dzięki której powstała Ziemia i Księżyc (wspomniany
wcześniej mit o Marduku i Tiamiat). Jak wielki, potężny i zaludniony musiałby
być Universe, który odnotowałby to zdarzenie jako element historii do dalszego
przekazania?
Możemy patrzeć na Oriona i
uwierzyć nawet, że kiedyś chciał zabić wszystkie zwierzęta na Ziemi, ale jakaż
musiałaby to być siła zdolna do zrobienia czegoś takiego? Z drugiej strony Gaja
wysłała coś równie potężnego - Skorpiona, który zażegnał nieszczęście.. Skorpion i Orion zajmują dzisiaj dwie przeciwne strony nieboskłonu, a mimo to w starych przekazach Indian jest wzmianka, że grzmot dochodzący z
konstelacji Oriona i tak przyniesie nieszczęście dla Ziemi..
Możemy także zrozumieć, że grecki
bóg wysłał siedem sióstr na firmament nieba, ale trochę dziwi, że bóg hebrajski
zrobił to samo i oboje zrobili to właśnie z Plejadami. Gdzie Rzym a gdzie Krym?
A mimo to bohaterki te same J
I możemy zastanawiać się pytając:
skoro stare cywilizacje następowały po sobie albo istniały równolegle nie mając
(zgodnie ze stanem dzisiejszej wiedzy) ze sobą kontaktu, to jak mamy
wytłumaczyć to zgodne wypatrywanie nieba i dzielenie go na części wraz z określoną
historią dla każdej z nich?
Utworzone gwiazdozbiory i ich nazewnictwo kryją w
sobie schemat dzięki któremu można je dzielić na około sześć grup tematycznych
i nikt jeszcze nie dotarł do wiedzy dlaczego taki a nie inny porządek panuje na
nocnym niebie i dlaczego poszczególne mityczne historie na to niebo trafiły.
A my, w tym konstelacyjnym porządku niczego nawet nie zmieniliśmy przyjmując to co ustalono tysiące lat temu za podstawę naszej wiedzy i naszego poznania.
Trzymając się kurczowo teorii
ewolucji założyliśmy, że jesteśmy najbardziej rozwiniętą cywilizacją i najinteligentniejszym dwunożnym gatunkiem choć do tej pory nie odpowiedzieliśmy sobie na pytanie „kim tak naprawdę jesteśmy”. Ale skąd mamy znać odpowiedź skoro nie wiemy gdzie są nasze korzenie i
skąd pochodzimy. Możemy łączyć jedną nicią wszystkie znane nam cywilizacje jakie
mieszkały na naszej planecie, ale i tak wiemy, że jest to sztuczna więź nie
wynikająca z pokrewieństwa.
Może tylko z okoliczności i przypadków jakie
po sobie następowały..